fbpx

Co Ty z tego masz?

Na początku był pomysł. Skrzętnie ukryty w głowie, nieśmiało wymawiany w myślach i kreślony w notatkach. Z czasem rozwijał się, nabierał kształtów i w końcu zaczął się spełniać. Nie sam, bo dzięki naszej pracy. Spędzone godziny na planowaniu, liczne nieudane próby i małe sukcesy.

W końcu udało się zrealizować marzenie i wcielić pomysł w życie. Tę małą iskrę, która pojawiła się w głowie. Niezależnie czy jest to sfera prywatna czy zawodowa, radość jest podobna. Z wypiętą piersią dzielimy się radością ze światem, by po chwili skulić się pod ciężarem pytania – co Ty z tego masz?

Należę do ginącego gatunku ludzkiego, który robi wiele rzeczy prosto z serca. Gdybym się nie ograniczała, to wszystko rozdałabym każdemu wedle potrzeb i nie patrzyła na swój zysk. Uwielbiam dawać prezenty, pomagać, wspierać, robić niespodzianki. Żyć dla samej przyjemności życia, bez liczenia rachunku zysków i strat. Na ironię, piszę to jako absolwentka finansów, ale taka właśnie jestem. Być może właśnie studia uratowały mnie przed śmiercią głodową z powodu altruizmu. Piszę to, rzecz jasna, z przymrużeniem oka, ale jest w tym ziarnko prawdy.

Nie rozumiem pracy tylko dla zysku. Uwielbiam widzieć sens w tym co robię, i często po godzinach kończę projekty, na których mi zależy. Właśnie w takich momentach tym mocniej uderza we mnie to pytanie. Co z tego mam? Satysfakcję, radość, spełnienie, zdobyte nowe doświadczenie, a dopiero później pieniądze. Jeśli mówimy o wolontariacie, który również uwielbiam, pieniędzy z tego nawet nie ma, a i tak jest świetnie. Oczywiście wiem, że pieniądze to silny narkotyk i afrodyzjak, ale mocno wierzę w to, że na tym świecie uchowały się jeszcze osoby odporne na działanie wody sodowej.

Trudno mi zrozumieć, dlaczego w chwili, gdy komuś się udaje, czy to prowadząc firmę, pisząc bloga, nagrywając filmy, tworząc muzykę czy działając w każdy inny sposób, pojawiają się u innych negatywne myśli. Można wówczas przeczytać liczne komentarze, że się sprzedaliśmy, robimy to dla kasy, że oszukaliśmy odbiorców i zawiedliśmy ich zaufanie. Tak jakby niepisaną zasadą było to, że każde nasze działanie musi być non profit. Społeczność zjednoczona w krytyce twórcy widzi sukces, ale nie rozumie, ile pracy i czasu on kosztował. I kosztuje nadal, bo utrzymanie sukcesu też nie jest prostym zadaniem.

Znacznie łatwiej jest nam oceniać zza ekranu komputera na podstawie skrawków informacji dawkowanych przez algorytmy portali społecznościowych. Zareagować odruchowo niż zdobyć się na chwilę refleksji. Napisać jeden z wielu negatywnych komentarzy niż zamilknąć. Dlaczego tak rzadko potrafimy przyznać, że komuś się powiodło nie dlatego, że oszukał, ukradł czy wspiął się na czyichś plecach, ale parafrazując, że to mu się po prostu należało? Świat nie jest sprawiedliwy, ale nasza sprawczość sięga dalej niż nam się wydaje. Kształtujmy więc ten nasz skrawek ziemi, by był najlepszym miejscem, a wtedy nie wystarczy nam czasu, by zerkać na ogródki innych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *