fbpx

„Czuła przewodniczka” Natalia de Barbaro

Są takie książki, po które sięgam z pewną obawą. Im więcej czytam zachwytów i pochlebnych recenzji, tym moje rozczarowanie jest bardziej prawdopodobne. „Czuła przewodniczka” była właśnie jednym z takich tytułów, który nieufnie obserwowałam, by po kilku miesiącach namysłu w końcu po niego sięgnąć. I nie żałuję. Mimo że niezbyt często czytam typowo kobiecą literaturę, to przyznam, że przyjemnie było mi udać się w podróż przez wewnętrzny świat za głosem Czułej Przewodniczki.

Potulna, Królowa Śniegu czy Męczennica – trudno mi wskazać, która z tych postaci dominowała w moim dotychczasowym życiu. Mam to szczęście, że jeszcze zanim sięgnęłam po tę książkę, usłyszałam głos Czułej Przewodniczki, choć nigdy jej tak nie nazywałam. Mimo to Natalia de Barbaro tak przyjemnie opowiadała o każdej z nich historiami kobiet, które spotkała na swojej drodze, że zostałam i pozwalałam odkrywać to, czego samej nie udało mi się w sobie zauważyć. Tak już jest, że w takich historiach, możemy łatwiej dostrzec to, co u nas wydawało się skomplikowane, a wręcz niemożliwe do rozsupłania. Niezależnie w jakim wieku jesteśmy i ile doświadczeń życiowych zdołałyśmy zebrać, każda z nas może usłyszeć głos Potulnej, Królowej Śniegu lub Męczennicy, a czasami wszystkie trzy jednocześnie.

Dzisiaj myślę, że często tak jest – inni parkują w naszej przestrzeni, a my przyjmujemy to jako coś naturalnego; więcej, zapraszamy ich.

Pamiętam, jak przez wiele lat dawałam dużo przestrzeni strofującej Królowej Śniegu, która nie znosiła bylejakości. Miało być dobrze albo wcale. Trudno jest przytępić ambicję, bo jest to cecha, która pozwala osiągnąć niesamowite sukcesy i iść tam, gdzie nikt nie chce się wybrać. Jednocześnie ta przerośnięta ambicja uderza rykoszetem w nas i wysysa jakąkolwiek radość z odkrywania nowych umiejętności. Przez wiele lat bałam się pozbyć tej musztry w głowie, bo po prostu ją lubiłam. Bałam się, że gdy Królowa Śniegu zamilknie, stanę się rozgotowaną kluchą bez żadnych aspiracji. I choć wciąż lubię nałożyć na swoje barki za dużo zadań, to nauczyłam się, że ważniejsze od rezultatu jest mój ogólny dobrostan.

"Czuła przewodniczka" Natalia de Barbaro - Życiowo

Męczennica z kolei to jakaś parszywa zawodniczka z pokoleniowej sztafety. Choć wcale nie chciałam otrzymać pałeczki od bliskich mi kobiet, to ukradkiem mi ją wciśnięto i, gdy tylko zaczęłam wić własne gniazdo, zauważyłam, że nic nie spuszcza powietrza z balonika po ciężkim dniu jak kilkuminutowy lament o tym, jak to wszystko jest na mojej głowie. Choć pałeczka sztafetowa jest w moich rękach, moją rolą jest, by przepadła i nie została przekazana dalej. Nie będzie to proste, ale chciałabym mieć w sobie więcej Serdecznej. Już samo takie postanowienie jest dobrym krokiem i chcę wierzyć, że kolejne pokolenia będą coraz bardziej samoświadome.

„No a jak to inaczej chcesz to nazwać? Zadajesz sobie ból. Czym innym to jest, jeśli nie agresją? – dokończyła.”

Nie ma dobrych i złych książek. Po prostu nie wszystkie są do nas adresowane. „Czuła przewodniczka” podobnie jak opisywany kiedyś przeze mnie „Powrót z Bambuko” są pisane wprost do czytelnika i znacznie łatwiej czyta się je, gdy przestanie się odnosić każde słowo do siebie. Jesteśmy różne i nikt nie napisze osobistej książki, która będzie szyta na naszą miarę. Nie oznacza to, że nie warto sięgać po tego typu pozycje, ponieważ podczas lektury te z pozoru nienasze historie mogą rzucić nowe spojrzenie na nasze życie, a czasami zaskoczyć. Podczas czytania „Czułej Przewodniczki” takich momentów miałam co najmniej kilka i jestem za nie wdzięczna. Była to przyjemna podróż, od której nic nie oczekiwałam, a dostałam.

Chcesz przeczytać więcej moich inspiracji książkowych na Życiowo? Zajrzyj TUTAJ
Spodobał Ci się wpis? Skomentuj, polub, udostępnij. Możesz też postawić mi wirtualną kawę 🙂

Zapisz się do NEWSLETTERA, by otrzymać jeszcze więcej treści pełnych spokoju.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Komentarz do “„Czuła przewodniczka” Natalia de Barbaro”