fbpx

Egzamin dojrzałości

Maj 2012, a było cieplej niż w tegorocznym czerwcu. Atmosferę dodatkowo podgrzewał fakt, że stałam u progu najważniejszego egzaminu w moim życiu. Te kilka dni i kilkadziesiąt kartek miały zdecydować o mojej przyszłości. Miały wybrać dla mnie dobrą uczelnię i studia, które dadzą szanse na dobrze płatną pracę. Jednym słowem było się o co bić, a przynajmniej tak się wydawało.

Cała trzecia klasa liceum miała być treningiem do wypełnienia bardzo ważnych kartek. Żeby to zrobić, trzeba było znać wzory, typy zadań, definicje i wpasować się w klucz odpowiedzi. To ostatnie nigdy nie było moją mocną stroną, ale walczyłam dzielnie. Jednocześnie w szkole odbywały się sprawdziany, kartkówki i inne dodatkowe aktywności, które zakładał program nauczania. A jak wiadomo program to coś bardzo ważnego. Mimo tak mocno forsowanego schematu i opinii pilnej uczennicy, udało mi się przejść przez to wszystko po swojemu.

Najmniej żałuję rzeczy, które robiłam poza lekcjami. Tego że zaczęłam uczyć się nowego języka, że czytałam wybrane książki zamiast lektur, że zrobiłam drzewo genealogiczne swojej rodziny, w końcu że sama siadłam i w swojej kolejności przerobiłam materiał maturalny w domu. Miało to odbicie w ocenach, szczególnie pod koniec roku, gdy załapałam jedynkę ze sprawdzianu na kilka tygodni przed maturą. Nie przejmowałam się tym. Jeśli w szkole nauczyłam się czegoś ważnego, to tego, że oceny nie świadczą o tym, co wiemy i umiemy.

Wracam do mojej matury myślami, gdy co roku czytam o zestresowanych maturzystach, o przeciekach czy o narzekaniu na trudny temat rozprawki. Ile dobrego przyniosłoby, gdyby powiedzieć tym młodym ludziom, że to jest kolejny dziwny test, który wypełnią, by dostać się na studia, gdzie takich dziwnych testów jest jeszcze więcej. I że te kilka książek, które przeczytają, filmów, które obejrzą, miejsc, które zobaczą czy ludzi, których spotkają może zainspirować ich bardziej do wybrania drogi w życiu niż kolejny wykład na uczelni.

Im więcej lat upływa od mojej matury, tym bardziej szkoda mi czasu spędzonego w ławce kosztem tego spędzonego poza nią. Niesamowite było to, jak szybko przyswajałam wiedzę, która mnie interesowała, i której chciałam się uczyć, a jak żmudnie szło mi czytanie książek z nakazu i wertowanie podręczników. Nawet ten sam materiał do matury w szkole przyswajałam wolniej niż wtedy, gdy sama do niego siadłam. Zadziałała motywacja wewnętrzna, czyli największa siła popychająca nas do działania, ale też odkrycie radości z nauki nowych rzeczy.

Maturę warto zdać i warto ukończyć studia, ale jeśli tak się nie stanie, dorosłość ze wszystkimi swoimi dobrymi i złymi stronami i tak czeka z otwartymi ramionami. Szansa na znalezienie dobrej i ciekawej (!) pracy oraz odnalezienie swojej drogi w dorosłym życiu zależy głównie od tego, jacy jesteśmy. Zbyt dużą wagę przywiązuje się do wiedzy, a zbyt małą do umiejętności. A wiedza cały czas jest w książkach i nie zamierza z nich uciekać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *