fbpx

Jak przestać się zamartwiać?

Jesień ma to do siebie, że pogoda robi się coraz bardziej kapryśna i oszczędnie dawkuje nam promienie słońca. W dodatku skraca się dzień, a wydłuża wieczór, który wprowadza lekką melancholię.

Dopóki kończymy dzień z kubkiem ciepłej herbaty pod kocem lub na grzanym winie ze znajomymi, nie stanowi to większego problemu. Co jednak jeśli po drodze dzieją się rzeczy, których nie chcemy. Ba, które nam się nie podobają. Gdy jedyne, czego chcemy w danej chwili to zamknąć oczy i zniknąć na moment, a czasami na dzień lub miesiąc.

Uwielbiam jesień razem z jej blaskami i cieniami i mam skłonność do melancholijnych przemyśleń i kontemplacji rzeczywistości z kubkiem herbaty. To jest ten świat, w którym ładuję baterię, by móc po wszystkim wrócić do bliskich mi ludzi. Niestety jest to również czas, gdy częściej czujemy się przygnębieni, a problemy, które do nas przychodzą osiągają większe rozmiary niż dotychczas. Czasami są to błahostki, które pojawiają się w głowie, gdy mamy wiele i tego nie doceniamy, doszukując się niedoskonałości z dużą dozą dokładności. Czasami nasz prywatny świat zawala się na głowę i nie wiemy co dalej robić. I tak jak nie sposób rozwiązać wszystkich problemów, tak warto skupić się na tym, nad czym mamy wpływ – na naszych myślach.

Przez długi czas byłam przekonana, że moje myśli wynikają z tego jaka jestem i nie mogę na nie wpłynąć. Jeśli słyszę krytyczny głos w głowie za każdym razem, gdy poniosę porażkę, to znaczy, że jestem krytyczna wobec siebie. A to nieprawda! Myśli nie są stałą cechą przypisaną do nas jak cechy charakteru, a jedynie spersonalizowanym komunikatem, który mówimy do siebie. I tak samo jak nasze wypowiedzi mogą mieć dobre i złe konsekwencje na osoby, które odbiorą nasz komunikat, tak samo nasze myśli mogą negatywnie lub pozytywnie wpływać na nas. Możemy mieć nawyki i wyuczone reakcje na to, co się przytrafia w życiu, ale przy odrobinie chęci można starać się kierować je na właściwe, a przynajmniej lepsze tory.

Pierwszym krokiem jest zauważenie, że jest sytuacja, zdarzenie czy stan, który nas martwi. Jesteśmy smutni, co przekłada się na pozostałe sytuacje w ciągu dnia. Ważne jest, by nazwać emocje, które nam towarzyszą, zaakceptować je i zrozumieć, co sprawiło, że czujemy się tak, a nie inaczej. Gdy już wiemy lub przynajmniej podejrzewamy, co przyczyniło się do naszego słabszego nastroju, możemy zastosować w myślach schemat, który uporządkuje to, co się dzieje. Takim schematem, który stosuję u siebie od kilku lat, jest zadanie sobie dwóch pytań:

Czy mam wpływ na to, co mnie martwi?

Jeśli tak, co mogę zrobić, by to zmienić?

Brzmi banalnie, trąci tanim coachingiem, ale działa. Nie sprawia, że problemy znikają, nie dokonuje spektakularnej zmiany w naszym życiu, ale pozwala określić nasze położenie wobec tego, co się wydarzyło i spojrzeć chłodno na problem. Jeśli na pierwsze pytanie odpowiedź jest negatywna, oznacza to, że jest to problem, którym nie powinniśmy się zamartwiać. Mamy prawo czuć smutek, zaniepokojenie czy inne emocje, ale należy dążyć do dystansowania się do niego i niepoświęcania mu więcej czasu, niż potrzebujemy, by go przepracować. Jeśli natomiast uznajemy, że martwimy się czymś, na co mamy wpływ, przechodzimy do drugiego pytania.

Wówczas zaczynamy zastanawiać się nad tym, co możemy zrobić by rozwiązać ten problem. Przenosimy akcent z tego, że jest źle i niekończących się pytań „Dlaczego mnie to spotkało?” na realne działanie. Dajemy sobie sygnał, że życie wraca w nasze ręce i ponownie mamy kontrolę nad tym, co się przytrafia. Nie wszystkie rozwiązania problemu są możliwe do wdrożenia w danym momencie. Niektóre są dla nas zbyt trudne, ale najważniejsza w tym wszystkim jest zmiana sposobu myślenia a nie znalezienie idealnego rozwiązania. Kierujemy swoje myśli do planowania i szukania wyjścia z sytuacji i wychodzimy z emocjonalnej pułapki.

Czy dzięki temu nie mam zmartwień? Absolutnie nie. Nie ma nic złego w byciu smutnym. Zmartwienia, obawy, niepewność towarzyszą każdemu z nas. Problem pojawia się, gdy emocje przejmują nad nami kontrolę i przestajemy sobie radzić z naszym samopoczuciem. Odpowiedź na te dwa, a czasami tylko jedno pytanie przynosi spokój i pozwala nabrać dystansu do sytuacji, z którą się mierzymy. Jeśli jednak obniżony nastrój nas niepokoi lub utrzymuje się dłużej niż zwykle i niezależnie od wydarzeń w życiu, warto szukać wsparcia psychologicznego i nie bać się prosić o pomoc. Zanim jednak będziemy czuli się źle, dbajmy o dobre schematy naszych myśli, które pomogą wracać im na dobre tory.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *