fbpx

„Jeszcze się kiedyś spotkamy” Magdalena Witkiewicz

Przez wiele lat unikałam literatury wojennej i nie lubiłam sięgać po książki opisujące cienie historii. Tak jak zwykle jestem wierna jednej czytanej książce, tak „Jeszcze się kiedyś spotkamy” wkradła się między kilka napoczętych pozycji i skradła mnie na kilka wieczorów.

Początkowo z lekkim dystansem powtarzałam sobie w myślach, że to tylko książka, a opisane zdarzenia nie muszą być zgodne z wydarzeniami historycznymi. Tak na wypadek, gdyby fabuła lekko nagięła się względem faktów i zapisała się w mojej głowie szybciej niż akapity podręcznika z historii. Z każdą stroną jednak coraz głębiej zatapiałam się w kartach powieści i dałam się prowadzić autorce po perypetiach głównej bohaterki i jej babci.

Główną osią fabuły jest tajemnica z przeszłości babci Adeli, którą Justyna, jej wnuczka, postanawia poznać. Tuż przed śmiercią Adela wyjawia jej, co stało się z jej dziadkiem i dlaczego przez większość swojego życia na niego czekała. Wraz z kolejnymi wątkami historii dziadków i ich przyjaciół Justyna odkrywa schematy, które rodzina powiela pokolenie po pokoleniu. Mimo że ich historie dzielą dziesięciolecia, sposób w jaki odbierały rzeczywistość i myśli, które poprzedzały podjęcie decyzji były podobne. Nie mówiły sobie o tym, a jednak nieświadomie dokonywały podobnych wyborów, które różnymi drogami, ale prowadziły w podobnym kierunku. Do czekania i poświęcania siebie i swoich pragnień dla bliskiej osoby.

W trakcie powieści poznajemy również losy przyjaciół Adeli – Janka, Racheli, Joachima i Sabiny. Mamy w tej historii wątek polski, niemiecki i żydowski, które przeplatają się ze sobą w tych trudnych wojennych czasach. Nie sposób oddzielić uczuć od przynależności do grupy etnicznej. Prowadzi to do licznych zmartwień, choć bywa też tak, że tych zmartwień przysparza osoba z ich bliskiego otoczenia. Tak jak w prawdziwym życiu. Narracja powieści skutecznie wygładzała te wątki, choć zdarzały się momenty, które pozytywnie zaskakiwały nieoczekiwanym zwrotem biegu rozmowy. Dzięki temu nawet jeśli przez większość książki sposób pisania był dość ugrzeczniony i przewidywalny, to nie mogę w ten sposób określić całej książki.

W międzyczasie przeplata się wątek współczesny, w którym Justyna wkracza w dorosłość razem ze swoim chłopakiem Michałem. W związku z tym pojawiają się przed nimi pierwsze problemy i pytania o to, jak wyobrażają sobie wspólną przeszłość. Babcia Adela pisała listy do męża, Justyna nocą mailowała z Michałem. Inne czasy, ale pytania i niepewność co do wspólnej przyszłości podobne. Obie czekają i żyją nadzieją, że jeszcze jeden tydzień, miesiąc, może rok…i będzie tak jak wcześniej. Ten moment przesuwa się jednak jak horyzont podczas morskiej żeglugi i pojawia się obawa, że to, na co czekają, nie nastanie nigdy.

Dziedziczymy po naszych przodkach nie tylko oczy, uśmiech czy charakter. Już na początku naszej drogi dostajemy w spadku ich doświadczenia, traumy, lęki i inne przeżycia, o których możemy nie wiedzieć. Często nawet nie jest to kwestia samych genów, a raczej wypadkowa obserwacji codzienności w domu, zasłyszanych rozmów u ciotki na kawie czy też rad, które słyszymy od rodziców. Czasami też sami próbujemy unikać drogi, którą wybrali rodzice, nieświadomie powielając schemat, który wystąpił już w rodzinie. Choćbyśmy nie wiem jak się wypierali, to nie ma bardziej podobnych do nas osób niż te, z którymi jesteśmy spokrewnieni. I gdy wydaje się nam, że jako pierwsi mierzymy się z trudnościami losu, warto mieć z tyłu głowy, że już ktoś przeszedł tę drogę.

Ps. Na uwagę zasługuje spis bibliografii, co jest miłym zaskoczeniem w przypadku powieści.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *