fbpx

Karuzela poczucia winy

W ostatnim czasie coraz częściej spotykam się z poprawnością i chęcią ograniczania tego, co inni publikują w sieci. Pisząc post, trzeba uważać, by nie urazić uczuć jednego z odbiorców, który być może nie ma przepracowanej traumy lub przeżywa wewnątrz siebie swoje prywatne dramaty.

Dochodzi w końcu do sytuacji, że nie sposób jest napisać czegokolwiek, co potencjalnie nie uraziłoby drugiej osoby, mimo iż nie mamy wcale takich intencji. Milkniemy lub ryzykujemy, że ktoś zostanie urażony jednym słowem lub samym zdjęciem, ale nie tędy droga.

Niewinny status związku może sprawić przykrość osobie, która od lat nie potrafi znaleźć satysfakcjonującej relacji. Zdjęcie szczęśliwej rodziny z nowonarodzonym dzieckiem może przygnębić kobietę, która nie może z różnych powodów mieć dzieci. Z kolei zdjęcia z wakacji zdemotywują osobę, która zasuwa ciężko w pracy za niskie wynagrodzenie i wie, że nie będzie jej stać w tym roku na urlop. Media społecznościowe zalane są zdjęciami szczęśliwych chwil, bo takie chcemy zachować w pamięci. I bardzo dobrze. W końcu w rodzinnym albumie również mamy zachowane te radosne momenty. Czy jednak z powodu osób, którym może zrobić się przykro, mamy zaniechać dzielenia się swoim życiem?

Brzmi to irracjonalnie, bo nie jesteśmy w stanie wziąć na swoje barki odpowiedzialności za uczucia innych, szczególnie gdy nie kierujemy personalnie tych treści do żadnej z tych osób. Poprawność polityczna wkrada się do życia prywatnego i tego, co publikujemy w sieci. Co jakiś czas spotykam się z poglądem, że nie należy pewnych rzeczy pokazywać, aby kogoś nie urazić. W tym roku podczas dnia matki pojawiły się głosy, ze może lepiej nie umieszczać postów tematycznych, bo może zrobić się przykro osobie, której mama odeszła lub kobiecie, która nie może zostać mamą. Brzmi to niedorzecznie, bo nie jesteśmy w stanie wziąć na odpowiedzialności za uczucia innych, szczególnie gdy nie kierujemy personalnie tych treści do żadnej z tych osób.

Analogiczna sytuacja mogła mieć miejsce z dniem ojca. Mojego taty nie ma przy mnie od prawie czterech lat. Nie każdy musi o tym wiedzieć i staram się z dystansem podchodzić do tego, co czytam. Zdarza się czasami, że to co widzę w social mediach, powoduje u mnie obniżenie nastroju, ale to są tylko moje emocje. Nie winię nikogo za to, że akurat taka a nie inna treść tak na mnie zadziałała. Zamiast tego, jeśli po raz kolejny zauważam na obserwowanym profilu zdjęcia, które powodują, że jest mi gorzej ze sobą, po prostu wyciszam lub w ostateczności przestaję go obserwować. Wielka krzywda się stała, że słowo „lubię to” tak ściśle połączono z obserwowaniem drugiej osoby w social mediach.

Jestem przeciwna jakiejkolwiek przemocy w sieci, o którą znacznie łatwiej niż w codziennym życiu. O wiele prościej jest zwyzywać drugą osobę w komentarzu, ale trudniej jest użyć tych samych słów w cztery oczy. Z drugiej strony, wpędzanie w poczucie winy na każdym kroku powoduje, że wkrótce trudno będzie udostępnić cokolwiek, co nie będzie wywoływało potencjalnych negatywnych odczuć u odbiorcy. Dopóki nie kierujemy treści personalnie do konkretnej osoby lub grupy osób, nie możemy ponosić odpowiedzialności za to, jak przypadkowy odbiorca poczuje się w kontekście kolejnego postu. Naprawdę, w przeważającej części przypadków to my jesteśmy odpowiedzialni jak się czujemy ze sobą, więc nie obarczajmy winą przypadkowych osób.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Komentarz do “Karuzela poczucia winy”