fbpx

Kiedy muszę zamienia się w chcę

Dziś miałam w planie zacząć tydzień spokojnym tekstem z dawką kolejnych przemyśleń na poniedziałkowy wieczór, by ukoić emocje po powrocie z weekendu i rzuceniu się w wir pracy. Bardzo się staram, ale od piątku ponownie pozwoliłam przejąć moje myśli przez osoby, które wprowadzają zmiany w prawie.

Strefy, zmiany, co wolno, co nie można, co muszę, a co niekoniecznie? Kiedy prowadzi się swoją działalność i marzy się o tym, by móc normalnie i spokojnie żyć, trudno jest przechodzić obojętnie obok nakręcającego się chaosu informacyjnego. Postanowiłam jednak zboczyć z kursu i uchronić ten kawałek sieci od społecznych podziałów.

Podczas jednego z wieczornych treningów zaczęłam rozmyślać o tym, co muszę, co chcę i o tym co znajduje się między tymi dwoma kategoriami. Nakazy i zakazy mają dużo siły, o czym przekonujemy się już w dzieciństwie, jednak im więcej siły używamy, tym silniejszy jest opór. Nie bez przyczyny dzieci nadopiekuńczych rodziców marzą o wyrwaniu się z domu. Sztywne nakazy dają rodzicom ułudę kontroli, choć to wypracowane posłuszeństwo wynika z silnej motywacji zewnętrznej, a w skrajnych przypadkach nawet ze strachu. Taka motywacja działa niestety tylko, gdy rodzic jest w pobliżu. Świat zbudowany na przymusie ma solidną konstrukcję, ale liche fundamenty, dlatego tak dobrze wygląda na pierwszy rzut oka, a jednocześnie tak bardzo chwieje się chwilę później.

Komunikat MUSZĘ jest od razu traktowany z niechęcią. Być może dlatego tak bardzo nie lubimy poniedziałków, bo MUSIMY wrócić do pracy. Myśląc o przymusie, odcinamy siebie od danego problemu i zrzucamy odpowiedzialność na zewnątrz. Motywuje nas wówczas podpisana umowa, potrzeba zapewnienia sobie stałego dochodu czy inne smutne czynniki, ale wydaje się, że dzieje się to wbrew nam. Rozumiemy, że tak trzeba, ale nie jesteśmy do tego przekonani. Marzymy o zmianach, ale nie zawsze jest na nie dobry moment, więc w między czasie MUSIMY robić to, co od nas jest wymagane. Przy okazji cierpimy na tym nie tylko my, ale także efektywność wykonanej pracy, bowiem praca wykonana z przymusu to minimum i ani trochę więcej niż trzeba.

Inaczej jest w przypadku komunikatu CHCĘ. Już samo określenie tego, że chcemy jest sygnałem, że mamy odwagę przejąć kontrolę nad własnym życiem. Przestajemy tłumaczyć się tym, że „ktoś nade mną” mi kazał, ale bierzemy odpowiedzialność za swoje działanie. Wówczas pojawia się motywacja wewnętrzna, która jest dużo silniejsza. To my stajemy się rodzicem. Kiedy zaczynamy CHCIEĆ, określamy cel i kierunek, w którym będziemy zmierzać. Zauważamy, czego potrzebujemy, by było tak jak w naszych planach. Podnosimy się, prostujemy i zaczynamy zmierzać w tym kierunku. Już nie ma kozła ofiarnego w postaci osoby, która nam coś każe. Zostajemy tylko my i zaczynamy działać zgodnie ze sobą.

Nie ma wątpliwości, że są obszary, gdzie jasno wyrażone nakazy i zakazy dobrze się sprawdzają i mają pozytywne oddziaływanie na otoczenie. Niestety bardzo łatwo jest nadużyć komunikatu MUSZĘ wobec innych, co powoduje, że przestaje być skuteczny, a w konsekwencji nie jest przestrzegany. Cała siła kryje się w niepozornym słowie CHCĘ, które oddaje ster w nasze ręce i pozwala podejmować świadome i odpowiedzialne decyzje na podstawie własnego rozeznania, a nie tylko w momentach krytycznych, gdy czujemy na sobie oceniający wzrok innych ludzi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *