fbpx

Miliony głosów

Na jednym z pierwszych wykładów z ekonomii usłyszałam, że konsument nie podejmuje racjonalnych decyzji. Przez to trudno je przewidzieć i wytłumaczyć, dlaczego przychodząc do sklepu po chleb, kupi jeszcze batonik dla dziecka i trzy soki, bo są w promocji 2+1. Decyzja podjęta w ułamku sekundy decyduje czy wydamy w sklepie 5 zł czy kilka razy więcej. Ten sam konsument co kilka lat, w zależności od ułożenia w kalendarzu wyborczym, wywoływany jest do tablicy niczym nieprzygotowany uczeń i musi odpowiedzieć na jedno bardzo ważne pytanie – na kogo głosuję?

W świecie idealnym kampania trwa, by wyborcy mogli zapoznać się z programem kandydatów, nie zgodzić się i dyskutować. Dociekać, komu powierzyć władzę. I pieniądze. W rzeczywistości kampania pełni rolę kilkumiesięcznego happeningu, walki na śmieszno-dziwne wypowiedzi, zaczepki konkurentów i obowiązkowe jeżdżenie po całej Polsce. Jest to bardzo kosztochłonna zabawa, która jest niepisanym obowiązkiem niczym zabawy weselne, które nie każdy lubi, ale jak to tak bez nich. Wielu wyborców podejmuje decyzje w ostatnich dniach kampanii, a czasami pochylając się nad kartą do głosowania. W końcu w instrukcji jest napisane „Znajdź kandydata, na którego chcesz głosować.”

Poniedziałek powyborczy dla większości Polaków jest wyjątkowo ciężki. Niczym po zakrapianej imprezie bijemy się z myślami „Jak to się stało, ze jesteśmy w tym miejscu?”. Przecieramy zaspane oczy, zastanawiając się, który z sąsiadów zgotował nam ten los. Nieważne która partia wygra, demokracja jest tak skonstruowana, że zawsze będzie duża grupa rozczarowanych wyborców. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że w tegorocznych wyborach mieliśmy aż 11 kandydatów, to w wielu Polaków czuje dziś politycznego kaca.

Te same osoby, które wejdą do sklepu tylko dlatego, że akurat załatwiały coś w pobliżu, mimo że zwykle robią zakupy gdzie indziej, głosują w wyborach. Przez całe wiosny, lata, jesienie i zimy żyją pracą, czasem spędzonym z rodziną i swoimi pasjami. Gdy więc przychodzi czas wyboru odpowiadającego kandydata, próbują udawać, że wiedzą, co się dzieje w kraju i co będzie dobre dla Polski. I tak samo jak w sklepie, gdy nie umiemy ocenić, który produkt wybrać, decydujemy się na ten, który kojarzymy z reklamy w telewizji, tak samo pierwszym wyborem jest kandydat, a najczęściej dwóch kandydatów, czuwających na każdym płocie.

W teorii przed podjęciem decyzji powinniśmy świadomie rozważyć, jakie mamy zdanie na dany temat, a dopiero później konfrontować je z opiniami kandydatów. W każdym innym przypadku jesteśmy wystawieni na subtelniejsze lub toporniejsze metody manipulacji, które sprawiają, że przekonania kandydata stają się naszymi. Po opublikowaniu pierwszych sondażowych wyników wyborów rozpoczyna się fala utyskiwań na to, kto wybrał tak źle i tak bardzo jak nie my. Jeśli jednak spojrzymy na wybory jak na każdą inną decyzję, którą podejmujemy w codziennym życiu, okaże się, że to co dziwi, dziwić tak bardzo nie powinno.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *