fbpx

„Miłość z kamienia” Grażyna Jagielska

Ta książka czekała u mnie na przeczytanie dobrych kilka lat. Podchodziłam do niej z ostrożnością jak do delikatnej materii, którą tak łatwo można zniszczyć. Zanim po nią sięgnęłam, przejrzałam recenzje, w których znalazłam wiele opinii o tym, że jest to pozycja bardzo intymna.

Grażyna Jagielska dotyka bowiem myśli, odczuć i lęków występujących u niej podczas wielokrotnych wyjazdów jej męża na front. Początkowa troska przeobraża się w chorobliwy i chroniczny stan lękowy i wielokrotne przepracowywanie śmierci najbliższej osoby. Ostatecznie razem z autorką trafiamy do szpitala psychiatrycznego.

Nie trzeba być na wojnie, by mieć objawy stresu pourazowego. Nie trzeba też mieć za męża korespondenta wojennego, by zrozumieć schemat myśli, po którym autorka kroku po kroku prowadzi czytelnika. Wystarczy spotkać na swojej drodze życia pracoholika lub osobę zatracającą się do cna w swojej pasji. Wówczas całe życie podporządkowane jest jednemu celowi. Czas płynie szybciej niż woda w górskim potoku, a ulotne momenty przelatują przez palce niczym wiatr, ale tylko u jednej osoby. U drugiej czas dłuży się i pojawia się dylemat – czy odcinać główne źródło energii napędzającej do życia człowiekowi, którego kochamy, czy też żyć w cieniu samotności u jego boku.

Ten dylemat przeplata się między kartami książki i ponownie dotyczy szerszej sfery niż tylko relacji z korespondentem wojennym. Każda osoba, która ma nie samo zainteresowanie, ale prawdziwą pasję, z łatwością jest w stanie zatracić się w swoim mikroświecie. Nie musi to wynikać ze złej woli czy też braku umiejętności odczuwania miłości, ale właśnie tej energii twórczej, która popycha makroświat do przodu. Tak, za wielkimi przywódcami, wynalazcami, twórcami, czy światowej klasy pisarzami kryje się historia samotnych wieczorów, rozczarowań i niespełnionych oczekiwań. I żar przygasającego ogniska domowego, który coraz trudniej utrzymać.

Można próbować odnaleźć remedium w zajęciu myśli codziennymi obowiązkami lub też użyć klina w postaci własnej pasji. Dzięki temu przestajemy czuć się niepotrzebni światu, a zaczynamy rozwijać się i dbać o siebie. Jest to doskonały moment, by przestać myśleć jedynie w kategoriach „my”, a zacząć myśleć w kategorii „ja”. Równowaga między tymi dwoma spojrzeniami na siebie w związku jest na tyle istotna, że jej zachwianie po kilku latach może mieć fatalne konsekwencje dla relacji i osób ją tworzących. Osobiście zajęło mi wiele miesięcy, by to w pełni zrozumieć, a odnoszę wrażenie, że wciąż uczę się znajdować złoty środek.

Bardzo łatwo jest ocenić negatywnie wyłaniającą się z kart książki postać Wojciecha Jagielskiego, o czym przekonałam się czytając kolejne i kolejne recenzje. Nigdy dotąd nie przeczytałam ich tak wiele, zanim sięgnęłam po książkę. Mimo wyraźnie zaznaczonego cierpienia psychicznego autorki, czytając „Miłość z kamienia” zobaczyłam prawdziwe emocje łączące dwoje ludzi po przejściach, którzy u progu rozstania dochodzą do wniosku, że nie mogą bez siebie żyć. To nie jest książka o romantycznych kolacjach we dwoje i przygaszonym świetle w sypialni. Pod pozorem chłodu rysuje się dojrzałe uczucie, którego próżno szukać we współczesnej popkulturze. Być może to sprawia, że książka ta tak mocno zostaje w pamięci czytelnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *