fbpx

Na bieszczadzkich szlakach cz. 1 – Łopiennik (1069 m n.p.m)

Pierwsze kroki podczas jesiennego wyjazdu w Bieszczady skierowałam ku górze Łopiennik. Wybór ten nie był przypadkowy, bo był to szlak najbliższy mojego miejsca pobytu, dlatego od początku był na mojej liście. Pierwszy raz szłam na bieszczadzki szlak i w dodatku sama. Nie do końca wiedziałam, na co się porwałam i co kryją bieszczadzkie lasy.

Czarny szlak przecina drogę Wielka Pętla Bieszczadzka w miejscowości Dołżyca. Z tego miejsca można wyruszyć w dwóch kierunkach – na wschód w kierunku góry Falowa i na północ w kierunku góry Łopiennik, którą właśnie wybrałam na cel swojej pierwszej wyprawy. Szlak ten nie bierze jeńców, od pierwszych kroków jest wyjątkowo stromy. Początek prowadzi przez bieszczadzką polanę, jednak już po chwili znajdujemy się w ciemnym lesie. Mimo że wybrałam się tam za dnia, między drzewami nie uchowało się słoneczne światło, a na szlaku panował półmrok.

Po drodze nie spotkałam nikogo, co dodatkowo tworzyło niepowtarzalne odczucia przeplatane wręcz z omamami. Drzewa nie rosły już tak gęsto, więc było jaśniej. Teraz dywan z liści sięgał mi do kostek. W pewnym momencie usłyszałam dziwny dźwięk podobny do kwilenia. Stałam przez chwilę i nie byłam pewna, czy nie spotkam dzikiej zwierzyny, która wyszła na szlak, wykorzystując w ten listopadowy poranek niewielką liczbę turystów. Tego dnia wiał silny wiatr i to on był sprawcą zamieszania. Kołysał wysokimi iglakami tak mocno, że drewno skrzypiało, pobudzając moją wyobraźnię.

Na wysokości góry Horodek (889 m n.p.m) teren lekko wypłaszczył się i moim oczom ukazał się piękny las. Gdyby nie trudny początek szlaku, byłoby to miejsce, w którym mogłabym swobodnie pobiegać. Szłam jednak dalej i po ponad trzech kilometrach marszu pod górę zobaczyłam prześwit. Weszłam na polną ścieżkę i pośród bieszczadzkiej roślinności dotarłam do celu mojej wyprawy. Na szczycie mogłam cieszyć się piękną słoneczną pogodą, a endorfiny sprawiały, że skakałam (dosłownie) z radości. Udało się, pierwszy bieszczadzki szczyt zaliczony!

Mimo że piszę o szczycie, to jest on częściowo zalesiony, więc nie widać z niego pięknej górskiej panoramy. Duża bieszczadzka polana sprawia jednak wrażenie, jakbyśmy wyszli jedynie na spacer. Zupełnie nie czuć tam wysokości i jedynie lekko mroźny wiatr przypominał, że przekroczyłam granicę 1000 m n.p.m. Tuż przy szczycie znajduje się drewniana ławeczka, a po prawej stronie od niej tablica z cytatem z pamiętnika Zygmunta Kaczkowskiego z 1833 roku (trzecie zdjęcie). Mimo że nie było tam schroniska, nie chciałam schodzić z Łopiennika. Będę z sentymentem powracać myślami do tej bieszczadzkiej wyprawy.

Następnego dnia wybrałam się na Małe Jasło i punkt widokowy Jeleni Skok…ale o tym przeczytacie za tydzień w czwartek. Zapraszam 🙂

Chcesz zobaczyć więcej ciekawych miejsc na Życiowo? Zajrzyj TUTAJ
Spodobał Ci się wpis? Skomentuj, polub, udostępnij. Możesz też postawić mi wirtualną kawę 🙂

Zapisz się do NEWSLETTERA, by otrzymać jeszcze więcej treści pełnych spokoju.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

2 komentarze “Na bieszczadzkich szlakach cz. 1 – Łopiennik (1069 m n.p.m)”