fbpx

Nauka odpuszczania

Ten rok miał być inny. Po raz kolejny wybiegliśmy myślami dalej niż powinniśmy, rozśmieszając raz po raz Boga. W przerwie między jedną a drugą płatnością za rachunki, kolejne zawody i wyjazdy nagle ktoś krzyknął STOP! No to stanęliśmy, ale co dalej?

Nieważne jakbyśmy się tego wypierali, mamy swoją codzienność, którą żyjemy. Swój wir, w który wpadamy bez głębszych przemyśleń. Może to być wszystko to, co pozwala poczuć się nieco lżej. Mamy swoje małe rytuały, które z czasem stają się nawykami. I coraz mniej o nich myślimy, a coraz częściej je wykonujemy. Aż do marca 2020, gdy rzeczywistość odbiła w dziwnym kierunku. Gdy pojawił się strach przed wyjściem z domu, mimo że jeszcze kilka dni wcześniej siedzieliśmy ze znajomymi na kawie. A to był dopiero początek.

Powoli nasza codzienność wygasała. Znikały kolejne wydarzenia, w restauracjach gasło światło, a zewsząd słychać było nawoływanie „zostań w domu”. W porządku, zostaliśmy. Grzecznie jak owce na hali zapędzone do zagrody czekaliśmy, jaki będzie kolejny etap tej dziwnej gry. Zanim jednak zrozumieliśmy jej zasady, trzeba było ustawić nową codzienność w domu, w którym to mieliśmy zostać.

Pierwsze dni przymusowego postoju kreśliły piękne wizje, co to nie zrobimy i czego to się nie nauczymy, gdy będziemy mieć więcej czasu dla siebie. Chwyciłam więc za kartkę i zapisałam to, co czeka zbyt długo na sprzątanie, wyciągnęłam książki, które zawsze chciałam przeczytać, a nigdy nie było na to czasu. Zapisałam się nawet na kurs online i zaczęłam ćwiczyć jogę. Zapewne wielu z was uśmiecha się, czytając ten ambitny plan i czeka aż napiszę, że skończyłam leżąc na kanapie i wyjadając roztopione lody z pudełka. Ale nie tym razem.

Z planami bywa różnie, ale nie czułam parcia, by zostać mistrzem kwarantanny. Ciągle uczę się tonowania ambicji i odpuszczania. Początkową frustrację tym, że wieczorem pozostało wiele punktów bez przekreślenia na liście z dzisiejszą datą, zastąpiła myśl, że czas mamy dokładnie na to, co jest dla nas ważne i czego potrzebujemy. Wtedy stało się jasne, że mogę spędzić cały dzień w domu i nie sprzątnąć zalegających ciuchów. Że nie domyję też piekarnika. Swój czas poświęcę na to, co w danej chwili będzie dla mnie ważne. Nie muszę czuć się źle, że nie zrobiłam wszystkiego, ale mogę czuć się dobrze, że wybrałam te ważniejsze punkty z listy.

Podobno normalność wraca. Wracam też ja. Z poczuciem, że warto żyć w zgodzie ze sobą i być wdzięczną za to, co mam. A mam bardzo dużo. Czasami proste, wręcz banalne przemyślenia sprawiają, że dzień układa się lepiej. Że słońce świeci jakby jaśniej, że problemy są jakby mniejsze. I cieszę się, że nie udało mi się zrobić wszystkiego, co zaplanowałam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *