fbpx

Niedziela offline, czyli jak wylogować się do życia?

Zapewne pamiętacie swoje pierwsze zetkniecie z komputerem, telefonem komórkowym i połączeniem internetowym. Kiedyś niedziela offline trwała całe miesiące i lata. Z czasem coraz większa część nas zatapiała się w wirtualnym świecie, co sprawiło, że nie czujemy z tego powodu dyskomfortu. Tylko dlaczego wciąż jesteśmy zmęczeni?

Słyszeliście o syndromie gotującej się żaby? Gdy myślę o nowoczesnych technologiach, trudno jest mi pominąć ten znany schemat. Świat, w którym żyjemy zmienił się diametralnie w ciągu ostatnich dwóch dekad, natomiast mechanizmy psychologiczne, które nami rządzą nie miały czasu, by dostosować się do błyskawicznie zmieniającego się otoczenia. Krótko mówiąc, nasz mózg jest podekscytowany, gdy portal społecznościowy wyrzuca mu na ekranie losową treść, a każde powiadomienie uruchamia sygnał alarmowy, że wydarzyło się coś pilnego. Ale czy na pewno nasz mózg ma rację? I dlaczego niedziela offline jest nam potrzebna?

Pomysł na niedzielę offline pojawiał się w mojej głowie stopniowo. Po przeczytaniu książki „Wyloguj swój mózg”, o której pisałam w tym wpisie, postanowiłam z większą uważnością przyglądać się mojej aktywności w sieci. Podobnie jednak jak napisy na paczkach papierosów nie sprawiają, że ludzie masowo rzucają nałóg, tak zawarte w tej książki treści nie znalazły odzwierciedlenia w moich nawykach. Wciąż naiwnie pozwalałam przejmować kontrolę nad moim dniem migającej diodzie i nieświadomie stałam się niewolnikiem powiadomień. W końcu kilka tygodni temu pomyślałam, że skoro niedziela to dzień odpoczynku, to dlaczego nie wykorzystać jej na wylogowanie się.

Niedziela offline – moje doświadczenie

Pierwsza niedziela offline była zupełnie spontaniczna. Wyłączyłam portale społecznościowe i odłożyłam telefon. W ciągu dnia kilka razy brałam go do ręki i w ułamku sekundy klikałam na instagramową ikonkę, jakby to było coś oczywistego. Dopiero po chwili zauważałam, że wyszłam z przestrzeni offline, więc bez nadmiernego ganienia, zamknęłam aplikację i nie sprawdzałam się, co kryją te kuszące serduszka. Wiedziałam, że nic ważnego tam na mnie nie czeka. A na pewno nic ważniejszego niż to, co mam przy sobie w świecie rzeczywistym. To pozwoliło mi lepiej skupić się na rozmowie z bliskimi mi osobami i przyniosło prawdziwą ulgę.

Od ponad miesiąca robię u siebie niedzielę offline. Czego nauczyłam się przez ten czas? Między innymi tego, że zdecydowanie zbyt długo zwlekałam z wylogowaniem. Widzę to szczególnie po swoich nawykach sięgania po telefon. Podczas niedzielnego wylogowania dużo czytam i spotykam się ze znajomymi. Mam znacznie więcej czasu na rzeczy, które sprawiają, że czuję się dobrze, a jednocześnie wyłączam dostęp do informacji, które źle na mnie wpływają. Na co dzień na wielu płaszczyznach korzystam z portali społecznościowych i wiem, jak wiele dobrego dzieje się za ich pośrednictwem, ale wiem też, że potrzebuję przerwy. I do tego niedziela offline nadaje się świetnie.

Co zaskoczyło mnie w niedzielnym wylogowaniu?

Na koniec podzielę się z wami tym, co mnie zaskoczyło w niedzielnym wylogowaniu. Jednym z najbardziej niespodziewanych odczuć był…strach przed powrotem. Naprawdę, w poniedziałek niechętnie loguję się do sieci, mimo że w moim otoczeniu jest wiele wspaniałych osób, z którymi nie poznałabym się, gdyby nie internet. Poniedziałek nie jest lekki również przez ogrom nieodczytanych powiadomień, ale wystarczy dłuższa chwila, by je ogarnąć i rozpocząć nowy tydzień. Okazuje się więc, że znów nic pilnego się nie wydarzyło, a mój mózg mógł prawdziwie odpocząć od nadmiaru bodźców.

Zachęcam Cię do spróbowania niedzielnego wylogowania na swoich zasadach. Zauważ, co Cię męczy i tym samym co chcesz ograniczyć. Spróbuj krok po kroku rezygnować z mediów społecznościowych, serwisów informacyjnych lub innych aktywności w sieci, które sprawiają, że czujesz się gorzej i nie potrafisz odpocząć. Poniżej znajdziesz wskazówki, jak przygotować się do niedzieli offline oraz…czym niedziela offline nie jest. To ważne, by nie odczuwać presji i rozumieć, że wszystkie zmiany, których dokonujemy, mają nas w ostatecznym rozrachunku wzmacniać i budować. Swoimi doświadczeniami z wylogowania możesz dzielić się pod hasztagiem #niedzielaoffline.

Chcesz przeczytać więcej moich przemyśleń na Życiowo? Zajrzyj TUTAJ
Spodobał Ci się wpis? Skomentuj, polub, udostępnij. Możesz też postawić mi wirtualną kawę 🙂

Zapisz się do NEWSLETTERA, by otrzymać jeszcze więcej treści pełnych spokoju.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

5 komentarzy “Niedziela offline, czyli jak wylogować się do życia?”