fbpx

Od myśli do czynów, czyli o czym mówi agresja

Codzienne sytuacje dostarczają mi wielu inspiracji do przemyśleń. Tym razem niepozorny komentarz sprawił, że zaczęłam rozkładać agresję na czynniki pierwsze. Bo gdzie indziej, jak nie w internecie, można znaleźć tyle wylanej żółci? Zastanawialiście się kiedyś, skąd bierze się agresja? Co sprawia, że mamy ochotę zrobić komuś krzywdę myślą, mową lub uczynkiem?

Jeden komentarz. Wylane wiadro frustracji, bezsilności i niezagojonego poczucia krzywdy. O ile łatwiej jest zaatakować, niż schować emocje do kieszeni. Uderzyć niż wycofać się z pola walki, które do niedawna było nazywane domem. Pod jednym z moich komentarzy w sieci pojawiły się oskarżające odpowiedzi. Wyraziłam opinię, że związek powinno się próbować naprawiać, a nie wciąż szukać ideału. To jedno zdanie odnosiło się do zdrowej relacji dwóch osób, ale trafiło na niezabliźnioną ranę. Po chwili przeczytałam kilka odpowiedzi o tym, że piszę bzdury i nic nie wiem o życiu, bo z alkoholiczką nie da się żyć. Zrobiło się duszno.

W pierwszej chwili podniosło mi się ciśnienie. Chciałam wystukać na klawiaturze słowny odwet. Że nie o to chodziło. Że sam piszesz bzdury. Tylko nieco bardziej dosadnie. Dopiero po chwili zrozumiałam, że to nie jest właściwe rozwiązanie. Napisałam ogólnikowy komentarz, który został odebrany jak rzucenie rękawicy. Nie podjęłam jednak walki, tylko po chwili odpisałam szerzej, co uważam o relacji z osobą w nałogu alkoholowym. Zrozumiałam, że po drugiej stronie siedziała zraniona osoba, która zmagała się z poczuciem winy po wyjściu z toksycznej relacji. Mój komentarz podłożył zapałkę pod stos oblany benzyną. Napisałam to, co uważałam za słuszne. W odpowiedzi otrzymałam podziękowanie i wiadomość, że po moich słowach zrobiło się tej osobie lżej. Mi również.

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Bo ta sytuacja po raz kolejny pokazała mi, że agresja to nie jest siła tylko strach. Nie dominacja, a bezradność. Krzyczymy, gdy nie nasz arsenał reakcji jest na wyczerpaniu. Emocje nie potrafią ujść z nas inaczej niż przez rozbity talerz czy nieuzasadnione oskarżenia wyrzucone w eter. A wszystko zaczyna się w myślach. Niezagojone zranienia i pielęgnowane urazy sprawiają, że przyjmujemy postawę wojownika, który nieumiejętnie uderza mieczem. Cios raz trafia w najbliższych, a raz w przypadkowe osoby w internecie. Wszystko to w poszukiwaniu szybkiej ulgi i pozorów sprawiedliwości.

Niezależnie, czy agresja pojawia się w domowym zaciszu czy w anonimowych komentarzach, warto pamiętać, że jest ona jedynie osłoną. Za nią nierzadko jest osoba, która woła głośno, lecz niewyraźnie. Krzyczy z bezsilności, uderza z obawy, że druga osoba zrani ją jako pierwsza. W żaden sposób nie usprawiedliwiam takiej osoby ani nie uważam, że jest to powód do trwania w toksycznej relacji. Po prostu agresja leży znacznie bliżej lęku i smutku niż mogłoby się wydawać. Taka perspektywa pozwala spojrzeć szerzej na zachowanie innych, ale przede wszystkim lepiej zrozumieć swoje reakcje.

Chcesz przeczytać więcej moich przemyśleń na Życiowo? Zajrzyj TUTAJ
Spodobał Ci się wpis? Skomentuj, polub, udostępnij. Możesz też postawić mi wirtualną kawę 🙂

Zapisz się do NEWSLETTERA, by otrzymać jeszcze więcej treści pełnych spokoju.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Komentarz do “Od myśli do czynów, czyli o czym mówi agresja”