fbpx

Ponad podziałami

Mimo że mało kto lubi matematykę, to dzielenie wychodzi nam jako społeczeństwu bardzo dobrze. Mamy przecież podział na Hanysów i Goroli zza Brynicy, na mieszkańców Torunia i Bydgoszczy czy też na Warszawiaków i Słoików. Dzielimy się też na tych ze wschodu i zachodu, na tych z miast i wsi oraz młodych, co to jeszcze nic nie wiedzą i starych, którzy już nic nie wiedzą. Nawet na drodze kierowcy jadący szybciej od nas są piratami drogowymi, a wolniejsi od nas zawalidrogami.

Od dawna takie podziały były, są i będą się tworzyć, dopóki będziemy odczuwać potrzebę przynależności do określonej grupy. I będą też żarty i żarciki, które nieco rozluźniają atmosferę i sprawiają, że nie mamy ochoty wybić się wzajemnie. Przecież wiadomo, że rondo w Katowicach jest po to, by dwa razy się zastanowić, czy na pewno chce się jechać do Sosnowca 😉 Choć nawet taki niewinny żart może kogoś wkurzyć, a według amerykańskich naukowców w większości są to osoby z Sosnowca.

Ostatnie tygodnie to wzmożenie jeszcze jednego podziału – tych za Dudą i tych za Trzaskowskim, a tak naprawdę wieloletnie derby między PO i PiSem. Obserwowałam reakcje jednej i drugiej strony i zastanawiałam się, dlaczego tak bardzo nienawidzimy osób głosujących na kontrkandydata. Bo umówmy się, już dawno podział ten wyszedł poza ramy śmiesznych memów, a bezczelnie wkroczył w progi naszych domów.

Wieczór wyborczy po raz kolejny zwieńczyła analiza, jak głosowali mieszkańcy wsi, ci małomiasteczkowi i ci z wielkich miast. Podobne analizy przedstawiano ze względu na poziom wykształcenia czy wiek. W komentarzach wrzało. Z jednej strony słychać było oburzenie, że co to mieszkańcy wsi gorsi? Przecież sąsiad mojego znajomego to zapłacił i ma dyplom, a dzień dobry to nie umie powiedzieć. Druga strona, nie pozostając dłużna, wykrzykiwała swój żal, że niewykształceni ludzie ze wsi wybierają nam sołtysa. Skandal!

Osobiście uwielbiam analizy demograficzne, bo wskazują na to jak rozwarstwione jest nasze społeczeństwo. Jak miastowi nie wiedzą, co się dzieje na wsi, a na wsi nie wiedzą, jakie problemy są w dużych miastach. Podobnie wnuki mają coraz słabszy kontakt z dziadkami i nie znają swojej codzienności. Brak komunikacji między tymi grupami sprawia, że młodzi zależni od internetowych trendów, a starsi od publicznej telewizji, nijak nie spotykają się w połowie drogi.

Niezależnie od tego, kto wygrywa wybory i czy jest to nasz kandydat, czy też nie, nie ma to wpływu na to kim jesteśmy. Od pewnego czasu próbuje się nam wmawiać, że wybór prezydenta wywróci nasz świat do góry nogami. Nie wywróci. Nadal to my jesteśmy sami sobie sterem, żeglarzem i okrętem i to my wygrywamy lub przegrywamy codzienne wybory. Wiatr może nie sprzyjać, jednak nie zrzucajmy całej odpowiedzialności za nasze niepowodzenia na barki tych, którzy zagłosowali inaczej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *