fbpx

„Powrót z Bambuko” Katarzyna Nosowska

Byliście kiedyś w Bambuko? Jeśli zastanawiacie się, gdzie to dokładnie jest, to gdzieś między głośno artykułowanymi oczekiwaniami innych co do naszej skromnej osoby a traumami wieku dziecięcego.

Jesteśmy w Bambuko, gdy w trudnych chwilach słyszymy karcące słowa naszych bliskich. Gdy wpadamy w wir codziennej rutyny praca-dom, by zagłuszyć natarczywe myśli o tym, z czym tak naprawdę sobie nie radzimy. To miasto, które nigdy nie zasypia i które ma wyjątkowo mało mieszkańców, ale bardzo wielu turystów. Witajcie w Bambuko!

Wiele spraw staje się jasnych, gdy spojrzymy na nie z oddali. Najlepiej z perspektywy innej osoby. Gdy nie towarzyszą nam sprzeczne emocje i możemy na chłodno przeanalizować, co właśnie się dzieje, a może już się stało. „Powrót z Bambuko” to opis kolejnych kroków na wyboistej drodze prowadzącej na jakże piękne, bo spokojne peryferia. Tak jak w Bambuko mnóstwo jest hałasu, który nie pozwala nam skupić myśli, tak wychodząc na obrzeża miasta, hałas ucicha i w końcu możemy odetchnąć. Nie tylko czystym powietrzem, ale przede wszystkim z ulgą jaką daje bycie sobą.

„Tylko z dala od miejskiego zgiełku albo nocą możemy stworzyć warunki dla tego cichutkiego głosu w nas, który gdy mu pozwolimy, powie: Stop, już wystarczy.”

Książka składa się z wielu krótkich rozdziałów. Czasem śmiesznych, czasem smutnych, a czasem strasznych. Jeśli jednak czytelnik ma za sobą niemały bagaż doświadczeń, nie powinien być tym zdziwiony. W końcu każdy z nas przeżył wiele trudnych momentów, które koniec końców doprowadziły do tego, że jesteśmy dokładnie w tym miejscu, gdzie jesteśmy. Nie ma w tym patosu ani użalania się. Czytając kolejne historie, można poczuć się jak na kawie u przyjaciółki, z którą nie widzieliśmy się od szkolnych czasów. Zakładając oczywiście, że mamy do dyspozycji kilka godzin na przepracowanie tego, co wydarzyło się przez ostatnich 40 lat.

Autorka porusza cały wachlarz tematów, począwszy od relacji z rodzicami, partnerem, rodzicielstwa, polskiego katolicyzmu, a kończąc na zupełnie współczesnym temacie pandemii. To nie jest książka, z którą w całości będziecie się zgadzać i tylko przytakiwać z uśmiechem „oj tak, tak”. Dlaczego? Bo to bardzo osobista podróż, w której możemy odnaleźć się bardziej lub mniej, ale nie całkowicie. Bo każdy, choć ulepiony z jednej gliny, ma inne odczucia i wspomnienia. Kluczem do zrozumienia tej książki jest uświadomienie sobie, że nie jest ona napisana przez nas. Z drugiej strony, są rozdziały, gdy na chwilę o tym zapominamy i zastanawiamy się – skąd u licha ta Kaśka wie o nas tak wiele?

„A jeśli się obrażą, to co, przestaną dzwonić? Nigdy nie dzwonili.”

Niezależnie od tego czy urodziliśmy się w latach 50, 70 czy 90-tych, każdy z nas bywał w Bambuko. Niektórzy przejazdem, inni zostali tam dłużej niż narodowa kwarantanna. Treść książki jest dość osobista, choć jednocześnie ma dozę uniwersalności. Taki puzzel, który idealnie pasuje do rozwiązania naszej życiowej łamigłówki. Życzę wam, aby ta książka jak i wiele wiele innych, pomogły odszukać te brakujące elementy, aby móc w końcu poczuć się dobrze z samym sobą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *