fbpx

Przez Ciebie umierają ludzie

Mówi się, że sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą. Trudno więc dziwić się, że gdy w naszym życiu zdarza się coś nieprzyjemnego, chcemy jak najszybciej zrzucić z naszych barków ciężar odpowiedzialności za ciąg niefortunnych zdarzeń.

Najlepiej na drugą osobę. A jeszcze lepiej na grupę nieokreślonych osób, które są winne temu, że nam się nie udało. Że znowu w życiu nam nie wyszło. Jest to zdecydowanie prostsze niż chłodna analiza, co doprowadziło do tego, że jestem w tym miejscu swojego życia.

Przez ciebie nie mogę znaleźć dobrej pracy. – mówi zdenerwowana żona do męża. Przez ciebie nie mam już czasu na moją pasję. – mówi w przypływie złości chłopak do swojej dziewczyny. Te proste przykłady pokazują schemat myślenia, w który bezwiednie wpadamy podczas naszych rozmów z bliskimi. Szukamy winnych na zewnątrz, bo to zwalnia nas z odpowiedzialności. Przecież mogłam zmienić pracę na lepszą, ale on kręci nosem na każde nowe ogłoszenie. Kiedyś grałem na gitarze, a teraz ona chce, bym spędzał czas tylko z nią, przez co nie mam czasu na swoją pasję. Mamy tu dwa elementy – uczucie niezadowolenia i rozczarowania razem ze wskazaniem winnego całego zła.

Jeszcze ciekawiej dzieje się, gdy winą obarczamy nie pojedynczą osobę, ale całą grupę osób. Winimy bank, że znowu zaniżył naszą zdolność kredytową, rząd, że nie mamy swojego mieszkania i dobrze prosperującej firmy, środowisko, że nie mieliśmy perspektyw na lepszy start. Zatracamy się w szukaniu winnych, aby zagłuszyć nasze myśli o tym, co mogliśmy zrobić lepiej. Albo co mogliśmy zrobić w ogóle. Zdarza się przecież tak, że nie robiąc nic w kierunku swojego celu, mamy już listę winnych, którzy ponoszą odpowiedzialność za to, że nam się nie udało. Dlaczego akurat nam?

W ostatnich miesiącach coraz częściej słyszę, że jeśli nie założę maseczki, będę odpowiedzialna za zdrowie i życie innych osób. Że stworzę zagrożenie dla innych, których potencjalnie mogę zakazić. Cała wina za zło tego świata przerzucona jest na mnie. Nadawcy tych komunikatów obawiają się o zdrowie swoje i najbliższych i chcą uniknąć zakażenia za wszelką cenę. I to jest zrozumiałe. Nikt rozsądny nie chce świadomie być chory, a w dodatku zakażać innych. Tylko w tym momencie następuję u tych osób mechanizm obronny, zwany projekcją. Wówczas to nie oni obawiają się, tylko osoby bez maseczek sprawiają, że pozostali boją się zakażenia.

Mówiąc inaczej, w jednej chwili osoby bez maseczki stają się odpowiedzialne za zdrowie osób w maseczkach. W tym momencie dochodzimy do kuriozalnego wniosku, że to przez nich trwa zaraza i umierają ludzie. Ale czy tak jest naprawdę? To my jesteśmy pierwszymi odpowiedzialnymi za nasze zdrowie. Nasze nawyki żywieniowe, aktywność fizyczna, higiena, odpowiedni czas snu oraz wiele innych czynników wpływa na nasz ogólny stan zdrowia i tym samym na odporność. Obwinianie innych za to, że zachorujemy można porównać do sytuacji, gdy bramkarz opuszcza pole karne i napastnik (wirus) drużyny przeciwnej strzela gola. Jeśli nasz bramkarz (układ odpornościowy) nie jest skuteczny, to czy spotkamy kogoś bez maseczki, czy dotkniemy brudnej klamki, czy skorzystamy z komunikacji miejskiej, mamy zwiększone ryzyko zachorowania.

Daleko mi od trenerów mentalnych, którzy mówią, że możemy wszystko. Zawsze jednak możemy próbować, możemy wierzyć i możemy brać odpowiedzialność za swoje życie. Czy uda nam się osiągnąć wszystko co chcemy? Nie zawsze. Dużo ważniejsza od celu jest droga, na której podejmujemy próby i upadamy, ale mamy ster w rękach i to od nas zależy, jak i w którym kierunku poprowadzimy nasze życie. Ani mąż ani rodzice ani nawet sąsiadka bez maseczki nie są odpowiedzialni za nasze samopoczucie, zdrowie czy codzienne wybory. To od nas zależy, na co mamy czas, gdzie pracujemy czy z kim żyjemy pod jednym dachem. Nie zawsze mamy wachlarz możliwości, ale najpierw trzeba odważyć się i dać sobie ten wybór.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *