fbpx

„Rebeka” Daphne du Maurier

Manderley to nie tylko dom z pięknym ogrodem. To miejsce, które oczarowuje wyjątkową atmosferą z nutą tajemnicy, gdy tylko się o nim usłyszy.

Wśród lokalnej społeczności znane przede wszystkim z wystawnych bali i znakomitej obsługi gości, podczas gdy pozostali snują marzenia o życiu w tej posiadłości. Nawet niedawna rodzinna tragedia nie burzy utopijnego wizerunku tego miejsca, ponieważ wciąż tli się nadzieja, że wraz z przybyciem nowej pani de Winter, powrócą bale i dawny splendor.

Młoda nieśmiała dziewczyna podczas pobytu na Riwierze Francuskiej poznaje bogatego wdowca. To ona od początku książki prowadzi narrację i opisuje w formie retrospekcji bieg zdarzeń. Jest tu wiele wątków, które wskazują na to, że ta znajomość nie ma prawa przetrwać. Dziewczyna jest młoda i nieobyta w towarzystwie. Ma talent do gaf, niewłaściwego zachowania i naiwnie odbiera otaczający ją świat. W przeciwieństwie do niej, de Winter jest osobą z bagażem doświadczeń. W towarzystwie zwykle chłodny, w działaniu zdecydowany. Nie dziwi więc, że już na początku tej historii bez zbędnej kurtuazji prosi nowopoznaną dziewczynę o rękę i zaprasza do Manderley.

A więc pani van Hopper znudziło się Monte Carlo – powiedział – i teraz chce wrócić do domu. Ja również. Ona do Nowego Jorku, ja do Manderley. Co wolisz?

Zderzenie oczekiwań z rzeczywistością życia w ogromnej posiadłości, u boku męża, którego główna bohaterka nie zna zbyt dobrze, przeplata się z niewypowiedzianym, ale mocno wybrzmiewającym między słowami wymogiem, by nowa pani de Winter weszła w rolę pierwszej żony. Przez większą część książki dziewczyna jest zagubiona i z trudnością odnajduje się w nowej sytuacji, a pan de Winter swoim chłodem stawia kolejne znaki zapytania w jej myślach. Czy podjęła dobrą decyzję? Czy rajskie Manderley nie okaże się pułapką, z której nie będzie potrafiła się wydostać?

Siadanie przy jej biurku, zakładanie jej płaszcza i podpisywanie się tym samym nazwiskiem – mimo iż tytułowa Rebeka nie pojawia się w fabule, to jej obecność jest tak silna, że podczas czytania tej pozycji byłam pewna, że Rebeka nie umarła lub jako duch przechadza się po domu. Dopiero bieg zdarzeń sprawia, że główna bohaterka odkrywa skrywaną prawdę o tym, co naprawdę wydarzyło się w Manderley rok przed jej przyjazdem. Przy tej okazji przekonuje się, że ideał relacji, do którego tak bardzo dążyła, nigdy tak naprawdę nie istniał.

Rebeka nie sprawi mi więcej bólu. Mogę pójść do buduaru, usiąść przy jej sekreterze, dotknąć jej pióra i spojrzeć na jej pismo na przegródkach.

Narracja prowadzona przez główną bohaterkę sprawia, że czułam się, jakbym słuchała jej opowieści podczas spotkania przy kawie. Czasami z zapartym tchem, czasami lekko znużona, by znowu zaciekawić się kolejną historią. Mimo schematu rodem z Kopciuszka, dość rzadko spotykanego w rzeczywistym świecie, ta książka bardzo trafnie pokazała mi, jak często chcemy dorównać nie innym, ale naszym wyobrażeniom o ich życiu. Dążymy do ideałów, które nigdy nie istniały i z trudnością wychodzimy z ram wyznaczonych przez oczekiwania innych. Wówczas remedium staje się porzucenie pogoni za niedoścignionym ideałem i skupienie uwagi na naszym życiu, które w między czasie umyka naszej uwadze.

Chcesz przeczytać więcej moich inspiracji książkowych na Życiowo? Zajrzyj TUTAJ
Spodobał Ci się wpis? Skomentuj, polub, udostępnij. Możesz też postawić mi wirtualną kawę 🙂

Zapisz się do NEWSLETTERA, by otrzymać jeszcze więcej treści pełnych spokoju.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *