fbpx

Rowerowy sierpień – 10 do 16 sierpnia 2020

Drugi tydzień wyzwania i kolejne siedem rowerowych wypraw za mną. Pogoda była jak na zamówienie, więc można było wykręcić więcej kilometrów na suchej trasie. Nie zabrakło przygód, szybkiej zmiany planów i dużo radości z odkrywania nowych miejsc. Bo w tym wszystkim nie jest najważniejszy dystans czy prędkość, a właśnie wspomnienia, które będą ogrzewać moje myśli w długie zimowe wieczory.

Uroczysko w Świętochłowicach

Poniedziałek rozpoczęłam od wycieczki nad Uroczysko w Świętochłowicach. Było to pierwsze miejsce, które odkryłam na rowerze, więc z sentymentem myślałam, by pojawić się tam raz jeszcze. Oprócz malowniczego stawu i zalesionych terenów czekają tam również asfaltowe szerokie drogi dojazdowe, po których można śmigać aż miło. Gdyby tylko ulica Przemysłowa była zrobiona do porządku, byłaby piękna pętla dookoła Uroczyska, jednak da się ją przeżyć, będąc szczęśliwym posiadaczem amortyzatorów. Dodatkowo plusem jest to, że nie jest to miejsce uczęszczane, więc można liczyć na chwilę spokoju w mieście.

Osiedle robotnicze Ficinus

We wtorek odwiedziłam osiedle robotnicze Ficinus, jedno z wielu na Śląsku. Cała ulica jest tak inna od otaczającej zabudowy, że skręcając w prawo z ulicy 1 maja w ulicę Kubiny można odczuć jak cofamy się w czasie. I to nie przez zaniedbane familoki, wręcz przeciwnie. Na osiedlu działa biblioteka, sklepy i lokale usługowe, a na murku po lewej stronie umieszczone są tabliczki z informacjami o najważniejszych osobach związanych z Rudą Śląską. Można poznać historię, kryjącą się za nazwiskami osób, których ulice mijamy na co dzień w mieście.

Strefa Ekonomiczna w Zabrzu

Trzeciego dnia zatęskniłam za kręceniem po Strefie Ekonomicznej, więc wieczorem ruszyłam w kierunku Zabrza. Mam słabość do tego miejsca, ponieważ jest tam dużo dobrego asfaltu, a do tego piękne widoki, rozległe pola, mały ruch i cukiernia czynna całodobowo. Można więc kręcić kilometry bez zmartwień, że stracimy zbyt dużo kalorii lub osłabniemy w trakcie wyjazdu. Obok cukierni jest też lodziarnia z leżakami. Czy potrzeba czegoś więcej do szczęścia? Po ciężkim dniu pracy takie miejsce jak Strefa jest świetnym resetem dla zbytecznych myśli.

Osiedle robotnicze „Bozywerek”

Kolejny dzień to kolejne osiedle robotnicze. Tym razem dotarłam na Bozywerek, który składa się z kilku ulic zabudowanych familokami z czerwonej cegły. Na placu słychać bawiące się dzieci, na które zerkają sąsiadki wyglądające przez okno. Czasami wartę przejmuje rudy kot, który bacznie obserwował jak robiłam zdjęcia. Przejeżdżając przez osiedle dużo myślałam o tym, że dla mnie jest to cel wycieczki rowerowej i kawałek historii, a dla mieszkańców ich dom i całe tu i teraz. Niemniej warto odwiedzić to osiedle będąc w Zabrzu.

Park Fazaniec

Na koniec pracowitego tygodnia wybrałam się do parku Fazaniec w Bytomiu. Jest to średniej wielkości kameralny park z licznymi wzniesieniami i potokiem, który płynie wzdłuż parkowych alejek. Nie jestem wielbicielką jazdy po żwirze, jednak spokój panujący w parku i zacienione alejki pozwalają zapomnieć o niedogodnościach. Chyba że akurat najedziemy na większy kamień, jednak zdarza się to rzadko. Alejki wzdłuż potoku łączą urocze drewniane mostki. Teren jest więc dobry nie tylko na trening, ale też na spacer z drugą połową.

Zamek w Toszku

Tak się złożyło, że w sobotę wstałam wyjątkowo wcześnie. A jak już się rozbudzę to trudno jest mi zasnąć, więc postanowiłam wykorzystać ten czas na najdłuższy wyjazd w tym roku. Szybki rzut oka na trasę i ruszyłam w kierunku Toszka. Celem był zamek, a właściwie ruiny zamku, o którym słyszałam wiele, ale nigdy nie miałam okazji zwiedzić ich osobiście. Po drodze odwiedziłam Pyskowice, gdzie zrobiłam chwilę przerwy, by ruszyć dalej. Przy zamku zorganizowałam sobie krótki punkt odżywczy, a gdy uzupełniłam kalorie i resztki pamięci w telefonie, ruszyłam w drogę powrotną. W Zawadzie minęłam 50-ty kilometr, w tym 20-ty pod wiatr, gdy nagle usłyszałam „Dajesz, dajesz, nie poddawaj się!”. Trzech młodych chłopaków siedziało na przystanku i nie wiem skąd, ale w idealnym momencie pojawili się wraz ze swoim dopingiem.

Fryna

Szybka zmiana weekendowych planów i długi przejazd w sobotę wymusił skrócenie treningu w niedzielę. Postanowiłam więc wykorzystać ten czas, by przejechać się co centrum Rudy Śląskiej na tzw. Frynę. O 12:00 odbył się tam protest przeciwko sytuacji, która od kilku miesięcy ma miejsce nie tylko w Polsce, ale w wielu krajach na świecie. Myślałam, że przyjadę zrobię zdjęcie i pojadę do domu. Nie było nas dużo, ale dzięki temu można było z każdym pogadać i poczuć odrobinę normalności w tych dziwnych czasach.

W tym tygodniu wykręciłam równo 200 km, a od początku wyzwania 366 km. Co czeka mnie w nadchodzącym tygodniu? Gdzie wybiorę się na swoich dwóch kółkach? Chciałabym uchylić rąbek tajemnicy, ale sama nie wiem, gdzie tym razem mnie zaniesie, więc mogę jedynie zaprosić do śledzenia relacji na Instagramie i na podsumowanie tygodnia w kolejny poniedziałek. Tymczasem nadchodzi burza, ale liczę na to, że chmury rozgonią się i przejdą bokiem. Zatem do zobaczenia na trasie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *