fbpx

Rowerowy sierpień – 17 do 23 sierpnia 2020

Tak kręcę się po okolicy od 21 dni i codziennie mam inny cel. Za mną trzeci tydzień wyzwania Rowerowy Sierpień, więc tradycyjnie pędzę do was z podsumowaniem i kulisami moich wypraw. Czuję małe zmęczenie, ale wszystko mija, gdy docieram na miejsce. A potem, jadąc z powrotem, wiozę ze sobą wspomnienia i piękne widoki, które nie zawsze jestem w stanie uchwycić aparatem w telefonie. Bo naprawdę nie trzeba jechać daleko, by odwiedzić niezwykłe miejsca.

Zespół akwenów poprzemysłowych Amelung

W poniedziałek skończyłam pracę, napisałam posumowanie ubiegłego tygodnia i już miałam wyjść z domu, gdy nagle niebo zaszło ciemnymi chmurami i zaczęło lać. W planach miałam tereny leśne, więc burza nijak nie wpasowała się w takie plany. Szybko musiałam je zmodyfikować i tak oto spontanicznie wybrałam się nad Amelung w Chorzowie. Gdy już przedostałam się przez wiecznie trwający remont ulicy 3 maja, dotarłam do celu. Dużo się tam zmieniło, odkąd byłam tam po raz ostatni. Pojawiły się nowe ścieżki rowerowe, a zachodzące słońce po burzy odbijało się w tafli wody. Dobrze, że w mieście są jeszcze takie enklawy spokoju.

Pałac Tiele-Winklerów

Drugiego dnia pogoda dalej była szaro-bura, więc ponownie zdecydowałam się na twardą nawierzchnię i kręcenie się po mieście. Właściwie po miastach, bo wybrałam się z Rudy przez Zabrze do Bytomia. Na Śląsku miasta są przytulone do siebie, dzięki czemu można szybko przejechać kilka kilometrów i minąć kilka granic. Tym razem odwiedziłam Miechowice, gdzie znajduje się Pałac Tiele-Winklerów w Parku Ludowym. Budynek w trakcie remontu, z pięknie odmalowaną fasadą, który skrywa tajemnice historii. Nie mogłam wejść do środka, więc zrobiłam kilka kadrów zza ogrodzenia i kilka w samym parku.

Zamek w Chudowie

W środę, zainspirowana sobotnią wycieczką do zamku w Toszku, postanowiłam odwiedzić inny zamek, tym razem nieco bliżej. Popołudniu wybrałam się do Chudowa, gdzie po raz pierwszy dojechałam rok temu. W trakcie przejazdu zauważyłam na środku jezdni jeża, którego po kilku nieudanych próbach udało się go przenieść w bezpieczne miejsce. Pogoda była podobna jak w ubiegłym roku, choć zdecydowanie zatarło mi się w pamięci, jak duży ruch był na trasie. Dopóki się dało jechałam gruntową ścieżką, bo droga nie była szeroka, i dopiero w Paniówkach wskoczyłam na pobocze szerokie jak biała linia wyznaczająca krawędź jezdni. Przy zamku odwiedziłam drewniane rzeźby przedstawiające Skarbnika i Strzygę, która niegdyś mogła sporo namieszać w codziennym życiu. Drogę powrotną wybrałam przez Zabrze, wykręcając ponad 30 km.

Staw Ajska

Pod koniec tygodnia pogoda zaczęła się poprawiać, więc nadszedł czas na staw Ajska w Świętochłowicach. Oglądając zdjęcia z tego miejsca byłam zachwycona urokiem tego małego stawu, więc nie spieszyłam się z wyruszeniem z domu, bo chciałam trafić na ciepłe światło zachodzącego słońca. Zanim jednak tam dojechałam, pokręciłam się po okolicy i spontanicznie przetestowałam nową ścieżkę rowerową przy ulicy Bolesława Chrobrego. Gdy w końcu dojechałam nad staw, słońce schowało się za koronami drzew, a komary nie miały litości. Z rowerem nie dałam rady przejść zbyt daleko, więc zrobiłam kilka zdjęć i udałam się w drogę powrotną.

Góra Antonia

Podczas wyzwania wielokrotnie udowadniam, że nie trzeba wyjeżdżać daleko. Wystarczy pokręcić się po okolicy i docenić to, co jest na wyciągniecie ręki. Tak oto zrodził się pomysł na wschód słońca w górach przed pracą. Da się? Pewnie, że się da! Nastawiłam budzik na nieludzką godzinę 3:30 i za godzinę wyruszyłam w kierunku Góry Antoni w Rudzie Śląskiej. Było całkiem ciemno, do tego stopnia, że w pewnym momencie zamiast na ścieżkę rowerową wjechałam na chodnik. Ruch był mały, wiatru brak i spokój na chwilę przed rozpoczętym dniem. Na szczycie zameldowałam się o godzinie 5:00 i obserwowałam jak niebo rozjaśnia się pierwszymi promieniami słońca. Byłam sama, za mną miasto było zatopione w mroku, a przede mną budził się dzień. Po szóstej wróciłam do domu, by o dziewiątej rozpocząć pracę. To był piękny, choć wyczerpujący dzień.

Park w Świerklańcu

W sobotę od rana słońce grzało tak, że nic tylko rozłożyć leżak nad wodą i chwycić schłodzony drink z palemką. Mnie jednak wzięło na wspomnienia, o tym jak kilka lat temu w taki upalny sierpniowy dzień biegałam w parku w Świerklańcu. I tak jak za samym bieganiem w taki upał nie tęskniłam, tak zachciało mi się wrócić do tego miejsca. Wyruszyłam więc przez Bytom i Radzionków w kierunku Świerklańca. W parku tradycyjnie zatrzymałam się na lody i kilka zdjęć. W trakcie postojów źle ustawiłam rower, który upadł, wykrzywiając kierownicę i siodełko. Na szczęście mam wprawę i bez pomocy technicznej udało mi się ustawić wszystko do porządku, choć wymagało to nieco krzepy w rękach, której nie mam zbyt wiele. Powrót był ciężki z powodu co i raz buchających mas gorącego powietrza i spontanicznej decyzji, by jechać przez Kozłową Górę, jednak ostatecznie dojechałam w całości do domu.

Pławniowice

Cel niedzielnej wyprawy wybrałam już tydzień temu, jednak w ostatniej chwili zmieniłam trasę. Było więcej miejskich odcinków w Zabrzu i Gliwicach, ale też pięknie pachnący odcinek leśny w Taciszowie. Po ok. 32 km dotarłam do celu. Nad jeziorem odpoczęłam, zjadłam banana i dwa kawałki ciasta. Jakby tego było mało, zdjęłam buty i weszłam po uda do wody. W tej radości zamoczyłam na chwilę zegarek, jednak na szczęście nic mu się nie stało. Już miałam wracać, gdy przysiadło się do mnie starsze małżeństwo. Niezobowiązująca rozmowa o pogodzie, która płynnie przeszła na inne tematy. Okazało się, że pani, którą spotkałam pochodzi w Rudy Śląskiej! I jak tu nie wierzyć w przypadki. Jednak pora była wracać. I choć nogi bolały, nie mogłam wymarzyć sobie lepszego zakończenia tygodnia.

To był intensywny tydzień. Łącznie przejechałam ponad 220 km i spędziłam na siodełku ponad 11 godzin. Przede mną ostatnie siedem dni wyzwania. Pozostało na liście kilka miejsc, które chcę odwiedzić, ale ostatecznie nie planuję nic, więc zachęcam do śledzenia relacji na bieżąco na profilu na Instagramie i Facebooku. Póki pogoda dopisuje zachęcam i was do odkrycia ciekawych miejsc w okolicy. A jest ich wiele, uwierzcie mi na słowo. #rowerowysierpień

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *