fbpx

Rowerowy sierpień – 24 do 31 sierpnia 2020

Patrząc na to, co dzieje się od rana za oknem, nie jest mi przykro, że moje wyzwanie dobiegło końca. Już ostatnie dni sierpnia były dość chłodne i zwiastowały nadciągającą jesień. To właśnie jedna z rzeczy, za którą lubię to wyzwanie – zaczynam latem a kończę jesienią. Może nie kalendarzową ani astronomiczną, ale chłodne wieczory nie pozostawiały złudzeń. Nadszedł wrzesień, więc pora na ostatnie już podsumowanie tygodnia i zarazem całego rowerowego sierpnia.

Park Powstańców Śląskich w Zabrzu

W tygodniu nie ma czasu na dalekie wyprawy, więc na pierwszy cel wybrałam park Powstańców Śląskich w Zabrzu. W ubiegłym roku trafiłam do niego przypadkiem, gdy po raz kolejny zgubiłam się na niebieskim szlaku rowerowym. Przez cały park wytyczona jest szeroka asfaltowa ścieżka, a po prawej i lewej stronie mija się leśne dukty. Jadąc nią do końca, można wjechać na wiadukt rowerowy, który prowadzi wzdłuż DTŚki, a jednocześnie nad torowiskiem. Na górze humor dopisywał mi tak bardzo, że zrobiłam zdjęcie i wysłałam mojemu narzeczonemu z pytaniem „Jak stąd zawrócić?”. Ku mojemu zdziwieniu nie dzwonił spanikowany tylko napisał mi, na którym zjeździe mam zjechać. Jeszcze minie wiele rowerowych sierpni zanim przestanie się nabierać na to, że nie ogarniam na drodze 😉

Dawny podobóz KL Auschwitz Althammer

Kolejny dzień był bardziej poważny. I to nie tylko z powodu coraz większego zmęczenia w nogach, przez co zmniejszyłam kilometraż i zwolniłam. Również cel wyprawy był wyjątkowy. Swoje dwa koła skierowałam w kierunku Halemby, gdzie przy ulicy Piotra Skargi znajduje się pozostałość po dawnym podobozie KL Auschwitz Althammer. Nie zostało tam wiele. Głównie tablice informujące o historii tego miejsca oraz resztki muru z czerwonej cegły. Niemniej gdy stanęłam u progu kilkucentymetrowego murka, złapał mnie lekki bezdech i niemoc, którą pamiętam z odwiedzin w obozie Auschwitz. Myśli kłębiły się, a obrazy tego, co mogło dziać się w latach 40-tych na granicy Halemby i Starej Kuźni przewinęły mi się przed oczami. Wzruszenie minęło, gdy musiałam wdrapać się z Halemby na drugi kraniec Rudy, jednak cieszę się, że się tam wybrałam.

Hałda Ruda

W środę postanowiłam zrobić przejazd regeneracyjny, a to nie kończy się nigdy tak jak powinno. Nie inaczej było i tym razem, gdy wybrałam się okrężną drogą na Hałdę Ruda. Teren dobrze mi znany zarówno z treningów jak i spacerów, więc nic nie planowałam. Pozornie prosta trasa skomplikowała się, gdy najpierw postanowiłam przejechać wzdłuż pola, a następnie ucieszyłam się niesamowicie, gdy zobaczyłam, że nie muszę jechać przez las, bo oto przede mną pojawiła się ścieżka prosto na hałdę. Z dołu wyglądało to nie najgorzej, jednak gdy zaczęłam się wdrapywać z kilkunastokilogramowym dzieckiem na dwóch kołach, okazało się, że jednak fizyki nie oszukam. Było jednak za późno, więc z bólem ramion pchałam ten rower w górę, zaciągałam hamulec i wychodziłam krok wyżej, czując się jak na otrzęsinach surwiwalowych. Na które sama się zaprosiłam. Kilka kroków przed szczytem ktoś wysypał skoszoną trawę. Rower za nic nie chciał się po niej przetoczyć. Próbowałam sobie przypomnieć numer na HOPR (Hałdowe Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe), ale w międzyczasie wymyśliłam jak uratować się od zostania tam na zawsze. Podniosłam rower i wrzuciłam go na górę, po czym weszłam sama na hałdę i wciągnęłam go na szczyt. Nigdy więcej przejazdów rekreacyjnych.

Hałda Miechowicka

Po środowych szaleństwach czwartek miał być spokojny jak sanatorium w Ciechocinku poza sezonem. Lekko zakręciłam kołami i podjechałam na Strefę Ekonomiczną, a następnie skręciłam w kierunku Miechowic. Leśna ścieżka prowadząca na tereny byłej kopalni Miechowice kryła sporo starych kałuż, które zdążyły zakwitnąć. Przejazd suchym kołem był niemałym wyzwaniem, jednak cierpliwość i uwaga została nagrodzona, bo już po kilku minutach dojechałam do prześwitu. Po prawej stronie pojawiła się Hałda Miechowicka. Jeśli myślicie, że miałam dość po wczoraj, to macie rację, jednak i tak wdrapałam się na szczyt. Na szczęście tym razem podejście było znacznie mniej strome. Na górze był piękny widok na lasy z każdej strony świata. Zrobiłam kilka zdjęć i podjechałam w kierunku stawów, a następnie wróciłam do domu.

Osiedle Kaufhaus

W piątek ponownie wybrałam się na przejazd po okolicy i w ten sposób trafiłam na Kaufhaus. Jest to osiedle robotnicze wybudowane na przełomie XIX i XX wieku dla pracowników Huty Pokój. Poza charakterystyczną zabudową z czerwonej cegły, osiedle wyróżnia się czerwonymi okiennicami i zielonym wykończeniem ścian zewnętrznych. W samym sercu osiedla znajduje się Dom Handlowy, od którego pochodzi nazwa osiedla. Zbudowany w 1904 roku był fenomenem na skalę europejską. Składał się z trzech kondygnacji, które połączone były windą. Wówczas był symbolem nowoczesności, a obecnie przypomina minione lata. Całe osiedle jest dobrze zachowane i przyjemnie jest tam wracać. Dodatkowo bardzo łatwo tu trafić, ponieważ osiedle znajduje się blisko rynku oraz dworca kolejowego Ruda Chebzie.

Staw Brandka

Na sobotę miałam sporo planów, więc skróciłam przejazd i wyruszyłam z samego rana nad staw Brandka w Bytomiu. Wcześniej tylko go mijałam, więc cieszyłam się, że wkrótce dołączy do nowo odkrytych miejsc. Pogoda już kolejny dzień była pochmurna, więc bez zbędnych analiz ruszyłam w drogę. Przyjechałam od strony parkingu i lekko pokręciłam się po okolicy. Staw był urokliwy, a w oddali widać było zabudowania dzielnicy Miechowice. Moją uwagę przykuła wysepka z brzozami, której zrobiłam kilka zdjęć, gdy nagle poczułam krople deszczu na dłoni. Postanowiłam, że pora wracać i była to dobra decyzja, bo chwilę późnej lunęło. Jechałam ulicą, a spod kół pryskało nie mniej niż padało z nieba. Tylko dzięki okularom widoczność była znośna i mogłam uciekać w kierunku domu. Zmokłam, zmarzłam, ale dojechałam cała i zdrowa.

Kopalnia Wujek

Na ostatni niedzielny wyjazd wybrałam się do Katowic. Dojechałam do parku Kościuszki, wstąpiłam na kawę do kawiarni Gruba Ciotka, a skoro odwiedziłam ciotkę to pojechałam też do Wujka. Na Brynowie znajduje się kopania Wujek. 16 grudnia 1981 roku otworzono tam ogień do protestujących górników przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego. W wyniku zdarzenia zginęło 9 górników, których upamiętniają tablice oraz dziewięć krzyży przy bramie kopalni. Zatrzymałam się i oczy mi się zaszkliły, gdy pomyślałam, o tym jak cenna jest wolność i ile odwagi wymaga pójście pod prąd. W drodze powrotnej przejechałam przez Ligotę i Paneweniki, gdzie zatrzymałam się na odpuście i kupiłam trochę maszketów do kawy.

Radiostacja w Gliwicach

Ostatni dzień sierpnia długo nie był zaplanowany, ponieważ w tygodniu nie robię długich tras, a chciałam zakończyć wyzwanie w wyjątkowym miejscu. Przypomniałam sobie, że 31 sierpnia to dzień Prowokacji Gliwickiej, więc byłam pewna, że właśnie radiostacja będzie moim celem na ostatnią wyprawę w sierpniu. Nie wiem jak to się stało, ale nigdy tam nie byłam, a teraz miałam idealną okazję. Trasa uliczna z fragmentem leśnym w Parku Kultury i Wypoczynku w Gliwicach, aż w końcu było już widać radiostację. Została zbudowana w 1935 rok i jest to najwyższa w Europie drewniana konstrukcja licząca 111 m. Wokół niej znajdują się ławki i liczna zieleń, gdzie można chwilę odpocząć. Obecnie teren jest pod opieką Muzeum w Gliwicach.

Tak oto zakończył się rowerowy sierpień. Łącznie przejechałam 776 km (niecałe 27 km dziennie) i spędziłam ponad 40 godzin na rowerze. Udało mi się poprawić ubiegłoroczny rezultat o 150 km, czego nie planowałam i o czym dowiedziałam się pisząc podsumowanie. Coś niesamowitego, biorąc pod uwagę, że zaczęłam z dwudniowym opóźnieniem. Zdobyłam dwie hałdy i jedną górę, odwiedziłam 29 miejsc i 25 miejscowości:

  1. Boniowice
  2. Bytom
  3. Chorzów
  4. Chudów
  5. Karchowice
  6. Katowice
  7. Kleszczów
  8. Mikołów
  9. Orzech
  10. Paczyna
  11. Paniówki
  12. Piekary Śląskie
  13. Pisarzowice
  14. Pławniowice
  15. Przyszowice
  16. Pyskowice
  17. Radzionków
  18. Ruda Śląska
  19. Świerklaniec
  20. Świętochłowice
  21. Taciszów
  22. Toszek
  23. Wieszowa
  24. Zabrze
  25. Zawada

Pojedyncze wyprawy nie zawsze robiły wrażenie, jednak dopiero po zebraniu ich w całość czuć, jaką moc ma systematyczność i łapanie każdej chwili. Bez urlopu i bez wyjeżdżania z domu. Celem tego wyzwania było pokazanie, że tak blisko są wspaniałe miejsca, które czekają na nas. Na nasze westchnienia, zdjęcia, spacery i kolejne wspomnienia zapisane w pamięci. Niezależnie od miesiąca, zachęcam was do odkrywania swojej okolicy i czerpania radości z tych małych podróży.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *