fbpx

Rowerowy sierpień

A gdyby tak przez cały miesiąc jeździć rowerem i odwiedzać nowe miejsca w okolicy? Wakacje, piękna pogoda, dwa koła i ja, która przeprosiła się z rowerem dopiero na studiach. Standardowo nauczyłam się jeździć będąc dzieckiem, jednak później nie jeździłam wcale.

Ściskałam hamulce, spinałam barki i bałam się, że stracę równowagę i upadnę. O puszczeniu kierownicy mogłam zapomnieć, więc wyjazd na drogę był poza moim zasięgiem. W końcu postanowiłam się przełamać…i wziąć udział w triathlonie. Powoli oswajałam lęk, jednak tylko tyle ile musiałam. Ukończyłam dwa dystanse i przejechałam 60 km, jednak jazda nie dawała mi przyjemności.

Wszystko zmieniło się w ubiegłym roku, gdy po kolejnej kilkuletniej przerwie stwierdziłam, że może dobrze byłoby nie robić wstydu i nauczyć się jeździć. Czekając na oswojenie się z rowerem, zdążyłam zrobić prawo jazdy, więc kolejność zdobywania umiejętności była postawiona na głowie. Zaczęłam więc od krótkich dystansów i ćwiczeń. Nie chciałam jeździć ulicami, więc wybierałam ścieżki, często bardzo dzikie i wąskie, które prowadziły do nieznanych mi wcześniej lokalizacji. Wpadłam po uszy. Było w tym coś niesamowitego, że mogę dotrzeć do nowych ciekawych miejsc i nie być upocona jak świnia jak wcześniej podczas biegu. Okazało się, że jazda rowerem jest całkiem przyjemna.

I tak pewnego lipcowego wieczora, będąc rowerowym zielonym listkiem, pomyślałam sobie „A może tak przez cały miesiąc codziennie jeździć rowerem?”. Pomysł był z kategorii tych mniej mądrych, ale wydawał się dobry na spędzenie ostatniego miesiąca wakacji. Nawet jeśli od kilku lat tych wakacji nie mam. I tak po pracy codziennie wsiadałam na rower, w weekendy planowałam dłuższe trasy. W ten sposób przejechałam 625 kilometrów, odwiedziłam 22 miejsca i 15 miejscowości. Wjechałam nawet na Wielką Sowę, choć więcej było tam prowadzenia roweru niż samej jazdy. Ale tam gdzie się dało jechałam. I to było piękne!

Na szczęście przez cały miesiąc nie miałam żadnych wypadków ani usterek, więc mogłam zakończyć rowerowy sierpień na plus. Każdego dnia dodawałam relację z trasy na Instagramie, a na koniec zebrałam ją w całość i dodałam do wyróżnionych, aby móc wrócić do tych wspomnień. Nie planowałam powtórki, jednak gdy zbliżał się sierpień, nie potrafiłam oprzeć się pokusie, by zrobić to po raz kolejny. Będzie mi miło, jeśli rowerowy sierpień zainspiruje was i również ruszycie przed siebie na dwóch kółkach. Zasady są proste. Codziennie przez miesiąc jeździmy rowerem – do pracy, po zakupy, turystycznie, towarzysko, treningowo, jak tylko chcemy. Warto dokumentować te wyjazdy zdjęciami, krótkim opisem i hasztagiem #rowerowysierpień. To wszystko 🙂

Niestety dwa pierwsze dni wypadły z powodu braku roweru miejskiego przez koronawirusa, jednak za chwilę wyciągnę rower z piwnicy i przez najbliższy miesiąc będzie mieszkał z nami. Jeszcze nie mam planów, jakie miejsca odwiedzę, czy odnajdę coś nowego na mapie, czy wrócę do tych, które urzekły mnie rok temu. Wszystko na bieżąco będę opisywać zarówno na profilu na Instagramie jak i na Facebooku, a za miesiąc podsumuję całe wyzwanie. Zatem, szerokości i do zobaczenia na rowerowych trasach!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *