fbpx

„Sodoma” Frédéric Martel

Po raz pierwszy usłyszałam o tej książce tuż po krajowej premierze i już chciałam ją zamówić, lecz w ostatniej chwili przeczytałam, że ma ona ponad 700 stron. Biorąc pod uwagę ciężki temat, jakim jest problem watykański, zrezygnowałam. Bo ile można pisać o tym, że ten ksiądz jest pedofilem, a ten lubi chłopców.

Trywializowałam ten temat, bo bałam się, że spędzę te 700 stron nie w Sodomie, ale na łamach słabej klasy magazynu plotkarskiego, który lubuje się w historiach łóżkowych. Bądźmy szczerzy, nic nie sprzedaje się tak jak seks. Jak się później okazało, moje obawy były zupełnie nieuzasadnione.

Rok później powróciłam do tej pozycji. Pierwszego dnia przeczytałam na jednym wdechu sto stron, sto bardzo ciężkich stron, które wielokrotnie konfrontowały mnie z tym, co wiedziałam i z tym co czułam. Moje pokolenie wychowało się na pontyfikacie Jana Pawła II i prawdopodobnie będzie ostatnim, które będzie z szacunkiem patrzyło na stolicę piotrową. Powszechny kryzys autorytetów oraz laicyzacja społeczeństwa jest doskonałym podłożem pod ujawniane metodą odkrywkową watykańskie historie. Historie osób, które stały się więźniami własnych zasad.

„Przed rokiem 1970 Kościół był schronieniem dla tych, których na zewnątrz dyskryminowano. Po nim stał się więzieniem dla tych, którzy do niego przyszli lub w nim zostali z poczuciem zamknięcia i wykluczenia (…)”

Rok temu powiedziałabym – trzeba to rozliczyć! Dziś, po przeczytaniu tej książki, pozostaje mi tylko modlić się, by ten statek nie zatonął. I tak jak w Polsce nie jest to aż tak odczuwalne, ponieważ statystycznie ok. 30% Polaków regularnie uczestniczy we mszy świętej, tak w kraju autora książki, we Francji, ten odsetek wynosi jedynie 2-4 % w zależności od badania. Obserwujemy obecnie jak Titanic wpływa na górę lodową, podczas gdy hierarchowie grają muzykę do samego końca. I trudno im się dziwić. Jeden człowiek nie jest w stanie udźwignąć ciężaru hipokryzji o wadze dziesiątek jak nie setek lat.

Autor stroni od osądzania i nie podpuszcza czytelnika do ataku na kościół. Przeciwnie, pokazuje, tłumaczy, rozmawia, wskazuje i szuka rozwiązań. Właśnie to najbardziej ujęło mnie w tej książce, że nie jest ona antykościelna, ale zrywa zasłonę milczenia. Trzeba jasno mówić, że nie jest dobrze. Że kościół katolicki ma problem. Ale nie jest dobrą drogą, by szkalować. Wiele historii opisanych w tej książce to zwykłe ludzkie dramaty wynikające z niezrozumienia i nieakceptacji samego siebie. Po jednej i po drugiej stronie konfesjonału. Gdyby kościół katolicki zareagował odpowiednio wcześnie, i nie punktowo a systemowo, wielu dramatów można by uniknąć.

„Po raz pierwszy w historii Kościoła krytyka nie płynie ze strony wrogów katolicyzmu (…), lecz z ust samego ojca świętego.”

To nie jest łatwa książka. Tym bardziej, jeśli jesteś katolikiem, będzie to trudna lektura. Ale właśnie przez to, że przez lata nie szukano belki w swoim oku, ale znajdowano wiele źdźbłów w oczach bliźnich, problem narósł do tego stopnia, że jedyne co może tu pomóc to dobry strateg i czas. Czy papież Franciszek takim jest? Czas pokaże. Jedno jest pewne, po tej książce nabrałam szacunku do tego, że podejmuje się sprzątania tej moralnej stajni Augiasza. Sodomy, która nie spłonęła, ale rozrosła się i stała się azylem dla osób, które z różnych powodów nie odnalazły się w świeckim życiu.

"Sodoma" jest owocem 1500 rozmów z 41 kardynałami, 52 biskupami, 45 nuncjuszami apostolskimi, 11 gwardzistami szwajcarskimi i ponad 200 księżmi i seminarzystami. Dziennikarskie śledztwo trwało łącznie 4 lata we Włoszech i ponad 30 innych krajach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *