fbpx

„Statystycznie rzecz biorąc” Janina Bąk

Ile razy słyszałam, że gdyby wsadzić głowę do piekarnika, a nogi do lodówki to statystycznie będę w temperaturze pokojowej. I tak jak bywały upalne dni, gdy byłabym skora wsadzić nogi do lodówki, to głowy do piekarnika już raczej nie. I zawsze zastanawiałam się, kto by w czasie tego dziwnego eksperymentu trzymał mój brzuch. Na szczęście z pomocą przyszła Janina.

I nie, nie pomogła mi trzymać brzuch w drodze między lodówką a piekarnikiem. Po prostu napisała książkę o statystyce. I to nie taką, że na każdej stronie skacze tętno na widok greckich symboli i ciągnących się niczym krówka-ciągutka wzorów. Książka jest pisana tak, jak byśmy weszli do kawiarni, usiedli w wygodnym (pluszowym!) fotelu i pili sobie gorącą czekoladę z piankami, a obok nas siedziałaby właśnie Janina, opowiadająca co to jej się ciekawego przytrafiło. Co więcej, mówiła do nas tak miło. Bez tych strasznych słów i matematycznych beboków.

Było kilka powodów, dla których sięgnęłam po tę książkę. Czekolada na okładce była tak realistyczna, że byłam wręcz pewna, że do każdego egzemplarza dodana jest mleczna tabliczka. Niestety nie było czekolady. Uzupełniłam więc szybko jej brak i co ciekawe otworzyłam najpierw książkę, a potem czekoladę. Możecie mi nie wierzyć, ale to jest duże uznanie w moich oczach, bo przeważnie to czekolada wygrywa.

Co kryją strony „Statystycznie rzecz biorąc”? Sporo anegdot, historii związanych z zajęciami statystyki, bardzo dużo odwołań do badań naukowych, tych lepiej i gorzej przeprowadzonych. Do tego mnemotechniki w postaci rysunków i wykresów. To wszystko w lekkiej formie niczym pianka w caffè latte. Dla mnie też przyjemny powrót do świata liczb, choć liczb dużo tu nie było. I taka jest cała książka – czytasz kolejne śmieszne anegdoty, a dopiero po dłuższej chwili dociera do ciebie, że w międzyczasie zrozumiałeś o co chodzi w tej statystyce.

To pierwsza książka od „człowieka z internetu” i to jeszcze takiej Janiny, co to ją kilka razy widziałam na ekranie swojego smarfona. Ale gdy się dowiedziałam, że ktoś pisze o statystyce i ma na imię Janina, to brałam to w ciemno. Mam słabość do matematyki, czekolady i imienia Janina. I nie zawiodłam się. Co więcej, z chęcią przeczytałabym dalsze zagadnienia statystyczne z Janiną, tylko obawiam się, że wtedy mogłyby się pojawić te matematyczne beboki i już nawet czekolada na okładce nie zadziałałaby na kupujących.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *