fbpx

To co nas łączy

Gdybym spytała się, czy wyznanie, orientacja seksualna, poglądy polityczne czy narodowość definiują Ciebie jako człowieka, zapewne usłyszałabym – oczywiście, że tak. Gdybym z kolei zadała drugie pytanie – czy wymienione cechy definiują inne osoby, z którymi spotykasz się na co dzień, usłyszałabym – nie, to ich osobista sprawa.

I nie uwierzyłabym w to. Niestety, nieważne jak bardzo chcemy pokazać, że potrafimy traktować ludzi tak samo niezależnie od ich przynależności do grup społecznych, nie tak łatwo możemy pokonać pierwotną niechęć do innego plemienia.

Dość naturalną reakcją na spotkanie osoby „z innego plemienia” jest ucieczka. Obawiamy się zburzenia ładu naszych poglądów i konfrontowania go z innym. Osoby bardziej otwarte zdecydują się na obserwację, nawiązanie kontaktu, ale w momencie zagrożenia w postaci kwestionowania dotychczas przyjętych przez nas poglądów, również zdecydują się na ucieczkę. Z tą różnicą, że współcześnie człowiek nie ucieka, tylko blokuje takie osoby na portalach społecznościowych, unika kontaktu i spotkań. Poprzez taką postawę buduje wokół siebie mur, który z czasem staje się tak wysoki, że nikt nie jest w stanie go przeskoczyć.

A jeśli napiszę, że niechęć do danej grupy społecznej budzi w nas nie ta osoba, ale nasze złe doświadczenia dotyczące niezwiązanych z nią przedstawicieli danej grupy? Trzymamy przed oczami pryzmat, który zniekształca, to co widzimy. Jeśli karmimy się obrazem skandalicznych zachowań na marszach równości, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że ten obraz będzie rzutował na nowopoznaną osobę homoseksualną w naszym otoczeniu. Jeśli natomiast obejrzymy nie mniej skandaliczne zachowania na marszach patriotycznych, z dużą dozą ostrożności podejdziemy w przyszłości do osób krzyczących „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Takie szufladkowanie osób, które spotykamy, trudno jest kontrolować, ponieważ dzieje się ono niezależnie, czy jesteśmy tego świadomi czy nie.

Tolerancja nie jest wrodzona i wymaga pracy. Wymaga też odporności na uczucie rozczarowania i zwątpienia, gdy trafimy na osoby, które idealnie wpisują się w nasz stereotyp dla danej grupy, a wręcz zaczynają atakować nas i nasze poglądy. Dlatego tak ważne jest, by w relacjach z ludźmi szukać tego, co łączy, a nie tego co dzieli, choć to drugie widać znacznie ostrzej. Nie trzeba przy tym rezygnować ze swoich poglądów. Jeśli dodamy do tego szacunek i chęć wysłuchania drugiej osoby, okaże się, że ateista z katolikiem, heteroseksualista z homoseksualistą, czy prawak z lewakiem będą potrafili ze sobą rozmawiać bez deptania przekonań drugiej strony jako pokazu siły i monopolu na rację.

Lubię myśleć, że moje dobre relacje z tak różnymi światopoglądowo osobami wynikają z tego, że ostrożnie dzielę się swoimi opiniami i uważam, aby nie wpaść do jednej z szuflad. Unikam otwartych deklaracji politycznych, choć polityką interesuję się od dziecka. Nie afiszuję się wiarą bądź niewiarą, atakując przy okazji osoby myślące inaczej ode mnie. Nie oznacza to, że nie wyrażam swojej opinii. Po prostu rzucanie się niczym Rejtan w obronie własnych poglądów może w przyszłości okazać się aktem bezmyślności, który schowamy ze wstydem między wspomnieniami. Bo żaden światopogląd nie jest wart, by w jego imię krzywdzić innych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *