fbpx

W bańce informacyjnej

Paradoksem internetu jest to, że w zamyśle miał być oknem na świat, a często jest oknem na nasze podwórko, gdzie gromadzą się osoby podobne do nas. Blokujemy znajomych, którzy mają inne poglądy polityczne czy w kwestiach światopoglądowych. Nie pomaga też mechanizm działania wyszukiwarek, reklam sponsorowanych czy portali społecznościowych. Dbają one o to, byśmy czuli się dobrze ze swoimi poglądami, jednocześnie dyskretnie ukrywając przed nami treści, z którymi się nie zgadzamy.

Wyloguj się z youtube lub wejdź do karty na czasie. To pierwszy krok, by zobaczyć, że treści, które widzimy na co dzień są skrojone pod nas tak bardzo, że utożsamiamy je z samym portalem. Powoduje to jego pozytywną ocenę jako miejsca w sieci, gdzie znajdujemy materiały zgodne z naszymi preferencjami i wyznawanymi wartościami. Po wylogowaniu okazuje się, że ten sam serwis staje się dziwny, chaotyczny i nieprzyjazny.

Jest to jeden z przykładów bańki informacyjnej. Kreślimy wizję świata na podstawie tego, co czytamy, oglądamy i obserwujemy. A czytamy, oglądamy i obserwujemy dokładnie to z czym się zgadzamy. Osoby, organizacje czy strony, które w podobny sposób patrzą na świat, a z czasem to my patrzymy na świat podobnie do nich. Czujemy się wówczas komfortowo, ponieważ nikt nie zaburza naszej wiary i przekonań, a wręcz je afirmuje. Jest idealnie.

Warto zdawać sobie sprawę, że takich baniek informacyjnych jest wiele. Rozciągają się od prawicy do lewicy, od wierzących do ateistów, a pompowane są przez właściwe im media, którym zależy, by bańka przetrwała jak najdłużej. Z prostego powodu. W bańce zgromadzeni są ich odbiorcy, którzy dzięki ujednoliconemu przekazowi zaczynają wyrabiać swoje zdanie na podstawie czytanych treści w ulubionym portalu. Im bardziej się z nim zgadzają i mu ufają, tym mniejsza szansa, że będą chcieli je weryfikować.

Wyjście z bańki informacyjnej nie jest proste, ponieważ próba konfrontacji z innym spojrzeniem na świat jest dla nas wysiłkiem. Mózg lubi zakończone zadania i dąży do tego, by na każde pytanie mieć odpowiedź, bo jej brak powoduje nieustanną pracę, co jak wiadomo jest męczące. A mózg nie lubi się przemęczać, gdy pod ręką ma gotowe rozwiązanie. Nawet jeśli nie jest dobre. Dlatego warto dawkować sobie ten szok poznawczy i przesuwać granicę komfortu, by spojrzeć na bieżące wydarzenia szerzej niż tylko przez pryzmat własnych przekonań. Nawet jeśli są z nami przez wiele lat.

Ostatnio zastanawiałam się nad tym, na ile nasze poglądy polityczne zależą od tego, jakie gazety czytamy, jakie profile obserwujemy i jakie kanały oglądamy. Bo tak jak na początku wybieramy media pod kątem naszych preferencji, tak dość szybko wektor zmienia kierunek i to my jesteśmy kształtowani przez wybrane media. Aby rozszczelnić otaczającą nas bańkę, warto zastosować zasadę trzech źródeł, najlepiej zupełnie różnych, poruszających ten sam temat. I wyrobić sobie własne zdanie. Nie jest to proste, ale warto.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *