fbpx

„Wypalanie traw” Wojciech Jagielski

Na początku maja byłam w RPA. W kilka dni przebyłam 300 stron po kraju na krańcu Afryki, gdzie mniejszość zdominowała większość na fundamentach kolonializmu. Po raz drugi wracam do tematu apartheidu w Republice Południowej Afryki, lecz tym razem w szerszej perspektywie. Moim przewodnikiem został Wojciech Jagielski.

Historia rozpoczyna się od zabójstwa Eugène Terre’Blanche’a przez dwóch czarnoskórych robotników. To wydarzenie jest początkiem retrospekcji i jednoczesnej próby zarysowania konfliktu na tle rasowym. Choć tak naprawdę historię należałoby rozpocząć od przypłynięcia osadników holenderskich do Przylądka Dobrej Nadziei w XVII wieku. Sto lat później teren obecnego RPA przejęli Brytyjczycy. Następstwa ich odważnych poczynań na czarnym lądzie pozwalają zrozumieć wewnętrzne podziały wśród białych, jednak to podział na tle rasowym odcisnął mocne piętno na współczesnej historii RPA.

„Niech żyje śmiałek, co zabił białego farmera! Teraz wreszcie i my będziemy wolni! Hej! Zabij Bura! Zabij farmera! Boją się tylko tchórze!”

Wojciech Jagielski zabiera nas w podróż do Ventersdorpu, ostatniego bastionu apartheidu w RPA, w którym niepisanym przywódcą jest wspomniany już Terre Blanche. Potomek francuskich osadników fanatycznie wierzący w boski plan podziału ludzi na białych oraz czarnych. Kiedy kolejne decyzje prezydenta de Klerka przyznawały czarnoskórym coraz więcej praw, przewodził lokalnym zrywom, mającym na celu przywrócenie dawnego porządku.

W książce „Wypalanie traw” znajdziemy również historię m.in. czarnoskórego miejskiego radnego Tommy’ego Lerefolo, właściciela tawerny zwanej przez miejscowych „murzyńską meliną” Henka Malana, czy angielskiego farmera Raymonda Boardmana, który porzucił dostatnie życie w mieście, by powrócić w rodzinne strony. Mamy więc cały przekrój społeczności Ventersdorpu oraz jego przedmieść i możemy śledzić wydarzenia z kilku punktów widzenia.

Mimo że apartheid oceniany jest jednoznacznie źle, książka ta nie wartościuje wydarzeń, które miały miejsce w Republice Południowej Afryki. Możemy poznać perspektywę białych i czarnych, potomków Holendrów, Anglików czy Zulusów. Jednocześnie możemy obserwować dochodzenie czarnoskórych do wolności, przy wzmagającym się strachu jasnoskórych o swój majątek życia. W tle dostrzec można błędy w strategii politycznej i żmudną próbę uwolnienia się z okowóch historii.

„Wypalanie traw to trochę takie pożegnanie z czasem, który upłynął, i wszystkim, co się w nim wydarzyło.”

Książka jest pisana językiem zahaczającym o narrację odpowiednią dla powieści, przez co od pierwszych stron czytałam ja płynnie, zanurzając się coraz głębiej w tym brutalnym świecie. Miałam jednak kilka momentów, gdy przerywałam, by doszło do mnie, że to, co czytam, działo się naprawdę i to tak niedawno. Nie trzeba wiele, by ofiara stała się oprawcą. Burowie stłumieni przez Brytyjczyków tak silnie pragnęli swojej ziemi obiecanej, że sami stali się oprawcami, uciskając rdzennych mieszkańców RPA, a czarnoskórzy robotnicy, gdy poczuli się pewniej, wymierzali sprawiedliwość burskim farmerom.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *