fbpx

Z miłości do słabości

Gdy zaczynałam biegać i po raz pierwszy zrobiłam najpierw 10, 12, 14, potem nawet 16 km, przychodziłam zmęczona do domu, wchodziłam do wanny i myjąc się, nie mogłam nadziwić się, że te dwie niepozorne kończyny zaniosły mnie tak daleko. Czułam wdzięczność za to, co mi się udało i do nich, że dzięki nim mogę biegać i to grubo ponad 90 minut. Z czasem zachwyt nad kolejnymi kilometrami cichł aż w końcu pojawiał się tylko, gdy osiągnęłam coś spektakularnego. A cuda, jak wiemy, nie zdarzają się zbyt często.

Uczucie wdzięczności za swoje ciało wróciło, gdy kilka miesięcy temu zaczęłam regularnie praktykować jogę. Początkowa frustracja, że mam za krótkie ręce, by dotknąć swoich stóp zamieniła się w obserwację i akceptację tego, jak moje ciało reaguje. Pewnego dnia dotknęłam nieco dalej moją łydkę, uspokoiłam oddech i byłam wdzięczna, że moje ciało pozwala mi na tak wiele. Co więcej, że cały czas się rozwija i uczy.

Dość łatwo poczuć wdzięczność za duże osiągniecie. Gdy dobiegałam pół żywa na metę 1/4 Ironmana (950 m pływania, 45 km roweru i 10,5 km biegu), leżąc za namiotem przy wygryzionych skórkach arbuza, a termometr w cieniu pokazywał ponad 30 stopni, czułam się jak człowiek ze stali. Wszystko wydawało się możliwe, choć upalny dzień mocno mnie osłabił. Co by było gdybym tego nie dokonała? Czy moje ciało nie zasługiwałoby na wdzięczność i bycie dla niego dobrym?

Zbyt często zamiast doceniać, oceniamy krytycznie to, jak wyglądamy. A ciało jest naszym domem, w którym żyjemy i o który powinniśmy dbać. To nie jest ładne mieszkanie, którym można się pochwalić, gdy przyjdą goście. Nasze ciało ma za zadanie nieść nas przez życie i za samo to powinniśmy być mu wdzięczni. I być dla siebie dobrym, nawet jeśli nasza twarz, nasze nogi, brzuch czy każda inna część ciała odbiega jakością od niepisanej matrycy. Ostatnio lubię myśleć, że nie ma obowiązku bycia ładnym. Zdecydowanie ważniejsze jest, by czuć się dobrze w swoim ciele, bez obsesyjnego spełniania standardów.

Co ciekawe, zaobserwowałam ostatnio odwrotną tendencję niżby wskazywała na to logika. Nie trzeba być idealnym, by polubić siebie. Można mieć sobie wiele do zarzucenia, oprócz płaszcza, rzecz jasna, ale dopóki nie zaakceptujemy, a później nie pomyślimy z miłością o tej niedoskonałości, trudno będzie ją poprawić. Gdy nasze dobre myśli kierujemy w stronę naszych słabości, łatwiej jest nam nad nimi pracować. Po prostu stajemy się bardziej czuli i zyskujemy motywacje, by dbać o siebie. Bo w końcu o to, co kochamy dbamy dużo chętniej niż o to, czego nienawidzimy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *