fbpx

Żyjemy wielokrotnie

Jeśli mówimy, że dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane to nasze myśli kierują się ku najgorszym z najgorszych, którzy z uśmiechem pokazują swoje alibi. Albo popełniając po raz kolejny błąd, spuszczają głowę i mówią, że przecież oni chcieli dobrze. Jednak sama ta sentencja jest o wiele szersza w swoim znaczeniu.

Ostatnio co i rusz przypomina mi się, gdy myślę o tym, jak człowiek tworzy udogodnienia. Mamy swój telefon, samochód, pralkę, lodówkę, a kurier jest w stanie przywieźć nam zakupy pod same drzwi. Nie musimy dzwonić do znajomych i pytać, co u nich, bo przecież wszystko widać w ich relacjach na Facebooku. Mamy dostęp do nieograniczonej ilości ważnych i mniej ważnych informacji, które pulsują powiadomienie za powiadomieniem w telefonie. Mamy wszystko.

Człowiek od początku swojego istnienia mierzył się z wyzwaniami. Musiał zbudować sobie dom, zadbać o żywność dla siebie i rodziny, a także chronić to, co zgromadził. Wyzwania wzbudzały kreatywność, która popychała człowieka do ułatwiania sobie życia, aby praca była ciut lżejsza, a życie odrobinę przyjemniejsze. Z czasem człowiek z wędrowca stał się osadnikiem, aż do teraz, gdy większość czasu spędza w jednym miejscu – domu lub pracy. Jednocześnie ma coraz mniej wyzwań, a coraz więcej gotowych rozwiązań. Tym samym usypia swoją kreatywność, spowalnia krążenie w żyłach, ale wciąż szuka problemów, z którymi mógłby się mierzyć. Z pomocą przychodzi świat wirtualny.

Żyjemy we wspaniałym miejscu, gdzie większość z nas nie musi martwić się o jedzenie, ubranie i mieszkanie. W skali globalnej jesteśmy niesamowitymi farciarzami. Natura jednak nie toleruje pustki, i tak jak znudzony układ odpornościowy wyszukuje sobie nowych reakcji alergicznych, tak nasz znudzony detektor zagrożeń wyszukuje za nas problemów. Codziennie jesteśmy więc zasypywani informacjami o chorobach, śmierciach, tragicznych wypadkach, katastrofach, zamachach, aferach, kradzieżach…o wszystkim co dotknie nas tak mocno, że z narastającym tętnem będziemy klikać w kolejne artykuły, utwierdzając się w przekonaniu, że świat jest zniszczony do szczętu. Tak długo jak tylko trzymamy telefon w ręku.

Przenieśmy się kilka pokoleń wstecz. Nasi przodkowie żyli tym, co wydarzyło się w rodzinie, u sąsiadów czy znajomych. Zderzali się z narodzinami i śmiercią, z miłością i zdradą, ze zdrowiem i chorobą. Z ta różnicą, że wszystko to działo się w ich najbliższym otoczeniu. Nie mieli oni pojęcia, co wydarzyło się 200 km od ich domu, nie mówiąc o tym, co przytrafiło się innej rodzinie po drugiej stronie globu. My tymczasem żyjemy wielokrotnie. Przeżywamy zbyt wiele tragedii, chorób i innych nieszczęść niż moglibyśmy znieść. Jesteśmy przebodźcowani informacjami płynącymi z całego świata i sił nie starcza, by przeżywać te wszystkie emocje, które pojawiają się po przeczytaniu tych wiadomości. Z czasem bronimy się i obojętniejemy, by całkiem nie odejść od zmysłów.

Nie musisz wiedzieć wszystkiego o wszystkim. Jeśli tylko odłożysz telefon i wybierzesz się na krótki spacer, przeczytasz książkę lub zrobisz sobie ciepłą herbatę, okaże się, że zdecydowana większość negatywnych emocji nigdy nie pojawiłaby się w twoim życiu, gdyby nie natłok informacyjny. Ten hałas burzy nasz spokój i męczy w dłuższym okresie, bo wymaga, byśmy żyli nie tylko swoim życiem, ale historiami obcym nam ludzi. Zaczynamy mieć wielokrotnie więcej zmartwień, bez współmiernego wzrostu radosnych zdarzeń. I gdy zaczynamy czuć się źle sami ze sobą, lekiem na całe zło staje się wylogowanie, odłączenie na chwilę od wirtualnego chaosu i powrót do tu i teraz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *